Chwile są tak ulotne, czas mija bezpowrotnie. I choć nie lubię oglądać się za siebie, skupiam się na planowaniu przyszłości i realizowaniu marzeń, to dla mnie kluczem do szczęścia jest kolekcjonowanie miłych wspomnień.
Już jako nastolatka lubiłam siadać oglądając albumy ze zdjęciami moich rodziców i mnie z wczesnego dzieciństwa. Miałam ich mnóstwo, jak na tamte czasy. Mama opisywała każde zdjęcie, wiadomo było, ile miałam na nim miesięcy, lat, gdzie było zrobione. Pamiętam jak ze zdziwieniem oglądałam swoją „bransoletkę” z porodówki, niedowierzając trochę, że rączka człowieczka, który dopiero co przyszedł na świat może być aż tak maleńka. Oglądając te różne rzeczy mama opowiadała mi różne historie z mojego dzieciństwa, czy początków znajomości z tatą, co wtedy było zwyczajnym miłym wspólnym spędzaniem czasu, ale po latach mogę śmiało stwierdzić, że dało mi to sporo życiowej mądrości. I w różnych sytuacjach przypominam sobie słowa mamy i już mam gotowe rozwiązanie na jakiś problem…
Takie kolekcjonowanie wspomnień ma też praktyczne zastosowanie. O, chociażby moja stara książeczka zdrowia dziecka. Ciągle „czepiałam” się do Blanki, że za mało waży, że coś niejadek z niej, bo w siatkach centylowych to powinno być tyle i tyle. Aż zostałam mentalnie pacnięta własną książeczką zdrowia przez ukochaną babunię mojego dziecka i otrzeźwiałam. Okazało się, że moje dziecko i wzrostem i wagą rozwija się tak jak ja, więc czepiać się nie wypada. 😀
Uwielbiam więc gromadzić wszystkie rzeczy, które komuś mogłyby wydawać się starymi gratami. Wklejam do albumu rodzinnego rzeczy, które ktoś inny by wyrzucił, takie jak skipassy przy zdjęciach z ferii, zaproszenia ślubne przy zdjęciach z wesel znajomych… To fajna pamiątka, która teraz może wydawać się zbędna, ale gdy pewnie wspomnienia za kilkanaście lat ulecą z głowy, będzie się jeszcze milej taki album ze zdjęciami oglądało.
Mam więc w domu całą masę pudełek z pamiątkami. A już z okresu ciąży i Blanki niemowlęctwa jest ich masa. Kalendarzyk z roku ciążowego, gdzie mam zapisane nawet kiedy zrobiłam test ciążowy, kiedy usłyszeliśmy po raz pierwszy Blanki serduszko… Mam oczywiście opaski nasze ze szpitala, pieluszkę 1-neczkę, żeby pamiętać, jaka ta dupka była mała. I malutkiego smoczusia, i nawet uschniętego kikutka pępowiny. Już teraz to wszystko oglądamy z dużym sentymentem, a co będzie za 20, 30 lat.
Mam nawet sprytny plan podarowania Blance części tych moich „zbiorów ciążowych”, gdy kiedyś sama będzie miała zostać mamą. To piękny prezent będzie! Pewnie nie raz to wszystko wzruszy, rozbawi, będzie pretekstem do wspomnień, rozmów…
A Wy, macie w domu takie bezcenne pierdółki pochowane po szafach? 😉 Jeśli nie, to zachęcam, żebyście też zrobiły sobie takie pudło wspomnień. Warto!
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na wszystkie zawsze odpowiadam. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!



