niunia

To dobrze, że moje dziecko mnie denerwuje!

To dobrze, bo zawsze oznacza, że…

Nasze rodzinne relacje z maluchem to bezustanne wzloty i upadki. Nie ma u nas momentów „bylejakości”. Jest albo bardzo dobrze, albo delikatnie ujmując kiepściutko. Moje dziecko potrafi być cudnym, słodkim stworzonkiem, które ciągle się uśmiecha, radośnie na wszystko reaguje, nie ma problemów ze snem, nie płacze, nie grymasi. Ale innym razem potrafi być najbardziej irytującą istotą pod słońcem. Narzeka, stęka, popłakuje, albo drze się wniebogłosy! Co by nie robić, nic jej nie pasuje, potrafi ją rozzłościć najdrobniejszy gest, słowo, a nawet pocałowanie w czółko, czy pogłaskanie po główce, które niby mają ją uspokoić i ukoić nerwy. Skądś to znacie? No jasne, chyba wszystkie małe dzieci mają dwa oblicza…

Skoki rozwojowe? Eee tam, bzdura! A może jednak…

Pierwszy raz o tak zwanych „skokach rozwojowych” usłyszałam od koleżanek, też matek maluszków. Mówiły o swoich brzdącach – „Ach, znowu jest markotne, pewnie to kolejny skok rozwojowy.”. Nie byłabym sobą, jakbym najpierw nie pomyślała szyderczo – „Co za bzdury. Naiwniaczki tłumaczą na siłę tych małych, domowych terrorystów. Teraz jak maluchy są rozdarte to im wymyślą SKOKI ROZWOJOWE.” No, ale z drugiej strony moja ciekawość świata nie pozwoliła mi nie sprawdzić, o co tak dokładniej z tymi skokami chodzi.

Ano, jak pewnie część z Was słyszała, eksperci zbadali rozwój maluchów i stwierdzili, że dzieci markotnieją, stają się bardziej płaczliwe w poszczególnych momentach rozwoju. Nazwane to jest nawet kryzysem, czyli negatywną zmianą w zachowaniu malucha. Podzielono zatem etapy rozwoju niemowlęcia na 7 takich kryzysów i odnaleziono pewną powtarzalność. Dzieci stają się tak nieznośne za każdym razem, gdy dynamiczniej się rozwijają, nabywają nowych umiejętności. Skoki rozwojowe mają ponoć następować kolejno – w okolicach 5 tygodnia życia, między 7 a 9 tygodniem, między 11 a 12, później między 4 a 5 miesiącem życia, między 6 a 7, 8 a 9 i od 11 do 12 miesiąca życia. Uff! Podsumowując, maluch ma praktycznie zawsze prawo do tego, żeby być nieznośnym. A do tego dochodzą przecież kolki i ząbkowanie… Ach, my biedni rodzice.

Jak to było u nas z tym „rozwojem”…

Tylko, że z naszego doświadczenia te etapy się nie zgadzały. No cóż, moje dziecko nigdy nie było specjalnie „tabelowe”, zawsze lubi być poza schematami, nawet na świat wyrwało się wcześniej niż powinno. Poza tym, ja tą częstą markotność obserwuję u dzieci mniej więcej do dwóch lat, a eksperci kończą ją na roczku. Ale, żeby nie było, że jestem taką krytyczną matką, co wszystko kwestionuje i jest mądrzejsza od wszelkich ekspertów. Rzeczywiście, Blanka zawsze staje się małym potworzakiem tuż przed tym, jak nabywa nowych umiejętności. A potem ten zły stan utrzymuje się na kilka dni po tym „skoku rozwojowym”, kiedy mała tak bardzo ekscytuje się tym jaka jest fajna i jak dużo potrafi. Wtedy też na niczym innym nie może się skupić, tylko oddaje się ciągłemu podziwianiu swego sprytu. Tak działo się, gdy mała zaczęła lepiej, dokładniej widzieć – koło 2-3 miesiąca. Ciągle chciała wszystko oglądać w pozycji pionowej i każda próba położenia jej kończyła się fiaskiem. Podobnie, gdy nauczyła się chwytać zabawki. Rozpraszał ja wtedy nawet głupi kocyk, bo wciąż się nim nakrywała, naciągała, zdejmowała, wkładała do buzi. Ta zabawa nawet nie dawała jej spać. Potem kolejno nauka siadania, nauka raczkowania (i udoskonalanie jej aż do zdobycia niemalże prędkości światła). A teraz chodzenie… O zgrozo, ciągle wszędzie się człapiemy, ślimaczymy bo mała chce wszędzie chodzić. Dobrze jeśli da się prowadzać za rękę, ale ostatnio jest taką chojraczką, że rękę wyrywa. A wsadzona do wózka robi się sztywna, wygina się na wszystkie strony i drze się aż do czerwoności. Nawet kilkakrotnie usłyszałam już obce szepty – „co za niegrzeczna dziewczynka!”. Ale cóż, ludzie nie wiedzą, że moje dziecko właśnie się uczy. No bo się uczy prawda? Czy jestem naiwna, jak te moje koleżanki? Przecież namacalne dowody na rozwój mam! A tak serio, to najważniejsze, żeby jakoś wytrwać te humory i znów przejść do kolejnego, miłego okresu w macierzyństwie.

 

 

Blanka:
sukienka – TK Maxx
opaska – H&M

 



O autorze -



  • Chyba trzeba przywyknąć i tyle. Sama nim miałam dziecko też czasem oceniałam… A teraz? Teraz mam wrażenie, że 80% to krzyki, placze i wymuszanie 😉

    • Ja to się czasami śmieję, że mnie Bozia pokarała. Że tak komentowałam "jakie rozdarte te dzieciary", "ale wychowują". 😀 A teraz sama mam takiego małego terrorystę w domku. Ale ukochanego, mimo wszystko!

  • Też od kiedy mam dziecko wyznaję zasadę NIE OCENIAJ. Każdemu dziecku może zdarzyć się awantura w sklepie, czy na spacerze. Maluchy nie potrafią jeszcze wyrażać emocji w inny sposób i tyle…

    • Zwłaszcza takim, co nie potrafią jeszcze mówić. Moja córka jest teraz na takim etapie, że tłumaczy nam tam coś po swojemu, jak nie rozumiemy, zaczyna się po swojemu kłócić, a jak dalej nic to zaczyna się zwyczajnie drzeć. Mam nadzieję, że z czasem jej przejdzie. 😀

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl