Oto moich 5 gadżetów do kupienia, lub samodzielnego zrobienia, które pomogą nauczyć niemowlę, a później małe dziecko, samodzielnej zabawy.
Dziecko, które potrafi samodzielne się bawić to skarb. Mama ma czas dla siebie i na ogarnięcie domu. Wszystko w rodzinie działa sprawniej i przyjemniej. Dlatego warto próbować nauczyć malucha radości z bawienia się i umiejętności zajęcia się zabawkami bez udziału dorosłych. Niemożliwe? Wcale nie! Trzeba tylko wcześnie zacząć, nie rezygnować i kombinować na różne sposoby, bo dziecko rośnie, zmienia się i podejście do niego wymaga ciągłej modyfikacji.
Najlepsze zabawki dla niemowląt – moje TOP 5
1. Mata edukacyjna
Musi być pstrokata, z elementami grzechoczącymi, szeleszczącymi, z gryzakami, lusterkami, może też jakimiś światełkami, muzyczką… My matę dla Blanki kupiliśmy, jak jeszcze nie skończyła miesiąca. Mój mąż patrzył na mnie ze zdziwieniem, że każę kupować takiemu maluchowi tak „zaawansowaną” zabawkę. Uznał chyba, że to element szoku poporodowego i dla dobra mojej psychiki, matę trzeba jednak nabyć. Jakie było jego zdziwienie, gdy okazało się, że mała uwielbia spędzać na niej czas. Najpierw bawiło ją tylko to, że gdy machała nóżkami, uruchomiała fajne dźwięki. Później zaczęła zwracać uwagę na wiszące nad nią zabawki, przeglądała się w zawieszonym nad nią lusterku. Fantastycznie bawiła się na macie jakoś tak do 5 miesiąca życia. Później jej się znudziło, a my matę sprzedaliśmy i zainwestowaliśmy te pieniądze w kolejną zabawkę, która okazała się jeszcze większym hitem.
Jeśli nie chcecie wydawać pieniędzy na nową matę edukacyjną, używaną kupicie nawet za mniej jak połowę ceny. A małe niemowlęta przecież tak nie niszczą zabawek, bo nie są nawet jeszcze w stanie. Druga opcja to własna inwencja. Nad łóżeczkiem można przecież zawiesić pałąk, poprzywiązywać do niego baloniki, grzechotki na tasiemkach, kolorowe kawałki materiałów, a na materacyk uszyć patchworkowe prześcieradło z gumką ze skrawków materiałów o różnych wzorach i fakturach. Pewnie macie w rodzinie kogoś z umiejętnościami do szycia. Działajcie! Pierwsze miesiące życia są kluczowe w nauce samodzielnej zabawy.
2. Krzesełko zabaw
Jak zastanawiałam się nad jego kupnem, przeczytałam gdzieś na forum, że to „więzienie dla dziecka”. Kupiliśmy je, jak córka miała już stabilne plecki i utrzymywała się w pozycji siedzącej, jak się ją posadziło. Blanka nie czuła się tam uwięziona. Uwielbiała to krzesełko. Kręciło się dookoła, na blaciku było mnóstwo zabawek – grzechotki, bączek, koraliki do przesuwania… Zabawka zajmowała Blankę na dłuuugi czas. Praktycznie ciągle się w nim bawiła, albo jadła i spała…
Takie krzesełko to spora inwestycja, ale możecie też chociażby kupić większemu niemowlęciu domową huśtawkę (w jednym ze znanych dyskontów z drobiazgami do domu, widziałam taką już za 15 zł). Wystarczy poprzyczepiać do niej balony, pozawieszać grzechotki, codziennie zmieniać ich układ, aby malec się nie znudził. Taka huśtawka sprawdzi się zawieszona np. w kuchni. Ty gotujesz, a maluch nie tylko cię obserwuje, ale i zajmuje się sam sobą.
3. Leżaczek bujaczek
Jego mieliśmy już w wyprawce dla Blanki. Przydał się nie tylko do usypiania, łagodzenia kolek, ale też do zabawy. Kupiłam taki lekki, który mogłam przenosić po całym mieszkaniu. Blanka miała do niego podoczepiane zabawki. Czuła się, że jest ze mną, ale jednocześnie robiła coś swojego. Od samego początku. Jak zaczynała kwilić, podchodziłam do niej, głaskałam po główce, rączce, mówiłam czule, ale nie brałam jej na ręce. Rodzicielstwo totalnej bliskości jest miłe, ale trudne do zrealizowania. Oprócz bycia mamą, nasze życie jakoś nadal się toczy. Jest czas na czułości, ale jest też czas na obowiązki. To wszystko jest w nas, matkach. Jeśli nauczymy dziecko, że jedynym sposobem na ukojenie smutków jest bycie noszonym na rękach mamy, to trudno będzie to zwalczyć. Pracujmy nad sobą mamusie, jeśli chcemy mieć czas dla siebie. A jeśli nie popracujemy, później nie miejmy pretensji, że dziecko nie wykona mrugnięcie powieką bez naszej obecności. Fajnie jest ciągle nosić i tulić małe niemowlę, ale już takie 10, 11 miesięczne nie do końca. Chyba, ze chcecie pracować nad mocnym bicepsem… 😀

4. Kojec
Jak sama nazwa wskazuje służy do ukojenia.
Dziecko nie może być przestymulowane, bo po prostu wariuje. Gdy powrzucamy maluchowi zabawki w jedno, zorganizowane miejsce, będzie mogło skupić się na zabawie nie będąc rozpraszanym przez wszystko dookoła. U nas kojec sprawdzał się jak mała nauczyła się samodzielnie siedzieć. W nim też bezpiecznie ćwiczyła wstawanie. Później jak zaczęła chodzić przy meblach i sprawnie raczkować, wydawało mi się, że wsadzanie jej do kojca to ograniczanie jej rozwoju. Kojec poszedł w odstawkę. Ale szybko przekonałam się, jak bardzo się myliłam. Blanka, która zawsze pięknie się bawiła, nie potrafiła skupić na niczym uwagi na dłuższy czas. Chodziła, smęciła, stękała, tam podeszła, tu podeszła i ciągle była markotna. Myślałam, że tak jej się odmienił charakter. Aż któregoś dnia, znudzona jej marudzeniem i ściąganiem wszystkiego z mebli, wsadziłam ją niby za kare do kojca, nawrzucałam zabawek, tych które wcześniej walały się po podłodze i nie wzbudzały jej zainteresowania. Spodziewałam się histerycznego płaczu, a co się okazało? Mała zaczęła się wesoło bawić i tak bawiła się przez 2 godziny. Kojec to moim zdaniem totalny niezbędnik.
Jeśli jednak wolicie nie wydawać dodatkowych pieniędzy, albo zwyczajnie nie macie miejsca na kolejny duży mebel, zachęcam Was do zaadoptowania łóżeczka na dzienne miejsce zabaw. Sprawdzają się też tutaj fantastycznie łóżka turystyczne, które można łatwo przenosić z sypialni do pokoju dziennego. Albo jeszcze jedna opcja. My będąc np. u znajomych, którzy nie mają dzieci, ustawialiśmy małej „zagrodę” z wielkich poduch kanapowych i małych poduszek. To też był taki jej plac zabaw, z którego wcale nie uciekała.
5. Kosze z zabawkami
Dziecko to też człowiek i ma prawo nudzić się zabawkami, które ogląda codziennie. Ja podzieliłam więc małej wszystkie jej zabawki na 5 „porcji”. W każdym koszu ma inne zabawki. Codziennie bawi się innymi, jest ich w koszu kilka, ale wbrew pozorom właśnie w taki sposób się jej nie nudzą. Nudziły się, jak codziennie oglądała je wszystkie, w dużej ilości. A tak, gdy skończy się dzień zabawy koszem numer 5, Blanka już zdąży stęsknić się za zabawkami z kosza numer 1.
Na zdjęciach malutka, półroczna Blanka. Oj, jak ten czas leci…
A jakie są wasze sposoby na zabawę malucha?
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
Zabawki drewniane kontra plastikowe – HITY i KITY
Matko, masz czas dla siebie? Wstydź się!
Jak wybrać krzesełko niemowlęce? Testujemy!