Mogę się założyć, że tak naprawdę nie przytyłyście w te Święta! No dobra, może jedna, dwie na sto, które zemdlały z przejedzenia przy stole i teraz leżą w szpitalu na płukaniu żołądka! Nie wierzycie mi?
A jak wam powiem, że aby przytyć kilogram trzeba zjeść aż 7000 dodatkowych kalorii? Też nie? Biorąc pod uwagę fakt, że większość kobiet o dość „rozsądnej” wadze zjada ich dziennie ok. 2000 – 2500, to wydaje się dość trudne, aby przytyć kilka kilogramów w 3 dni Świąt. Aby zaokrąglić się o 3 kg trzeba byłoby jeść w każdy ze świątecznych dni 9000 kalorii.
No to przeliczmy. Te 7000 kalorii to:
100 pierogów z kapustą i grzybami
30 sporych porcji barszczu z uszkami
23 średnie miseczki sałatki jarzynowej
38 kawałków piernika czekoladowego
200 średniej wielkości ciasteczek piernikowych lukrowanych
31 dużych talerzy bigosu
Trzeba spoooro pojeść, aby dobić do tych 7 nadprogramowych tysięcy kalorii, co? Wiadomo, każda z nas jest inna i każda ma inną przemianę materii czy skłonności do tycia. Jednak u większości bilans energetyczny musi się zgadzać. Tylko jeśli mocno go sobie podwyższymy, tyjemy. I o ile to normalne, że przytyjemy gdy pofolgujemy sobie na dwutygodniowych wakacjach na wypasie, to w trzy dni przybrać kilka kilogramów to już spory wyczyn.
Myślicie sobie teraz, że oszalałam i głupoty wypisuję, bo przecież stanęłyście na wagach i każda ma po kilka dodatkowych kilogramów. Tak, tak, jak też się „podpasłam”, a może raczej napuchłam! To teraz czas na trzy obrzydliwe słowa, których użyję… Podejrzewam, że czytują mnie głównie ludzie z branży rodzicielskiej, a ci z racji życiowego doświadczenia mają obniżony próg wrażliwości w takich tematach, więc nikomu emocjonalnej krzywdy nie zrobię. 😉 Te słowa to WZDĘCIA, ZAPARCIA i OPUCHLIZNA. Z czego to trzecie, najmniej obleśne jest kluczowe.
W Święta siedzimy przy stołach, jemy jedzenie, które zakwasza organizm, zatrzymuje w nim wodę, powoduje wzdęcia i zaparcia. A szczególnie na to wrażliwe są osoby, które na co dzień jedzą dość lekkostrawnie. A że my matki, żywimy dzieci, czy to własnej produkcji mlekiem, czy zwyczajnie domową lekką kuchnią, to raczej jesteśmy w grupie podwyższonego ryzyka.
Te trzy wspomniane wcześniej problemy mogą spowodować wzrost wagi nawet o kilka kilogramów. Ale jest też pozytywna wiadomość. Dzięki paru domowym sposobom ja sama „schudłam” kiedyś 3 i pół kilograma w 5 dni. I celowo użyłam tu cudzysłowia, bo nie schudłam tylko pozbyłam się wody zalegającej w organizmie. Nie będę was zachęcać do diet cud, bo jako, że kilka lat temu zdobyłam tytuł niekwestionowanej mistrzyni efektu jojo, stałam się ich przeciwniczką. No to co to za sposoby, skoro nie jest mowa o błyskawicznym odchudzaniu?
Zielona herbata
Koper włoski
Nie od dziś wiadomo, że paradoksalnie, żeby pozbyć się nadmiaru wody z organizmu trzeba… pić! No to kolejna filiżaneczka dziennie w naszej kuracji. Z kopru włoskiego, który znają chyba wszystkie mamusie. Działa wiatropędnie, jest idealny na przejedzenie, a dzięki działaniu rozkurczowemu będzie też w sam raz na zaparcia. I jest całkiem smaczny… 😀 😉
Siemię lniane
Uwielbiam je i jeszcze o nim u mnie przeczytacie z pewnością. W kwestiach odchudzania jest mega, giga sprzymierzeńcem. Fantastycznie likwiduje zaparcia. Wystarczy na wieczór przygotować sobie napar i wypić go przed snem. Łyżkę siemienia zalewa się szklanką wrzątku. Powstaje kleik, który daje świetne efekty!
Sok z buraka

