…i podwórkowe porównywanki.
Jakiś czas temu, będąc z Blanką na placu zabaw, stałam się częścią pewnej, chyba dość typowej dyskusji. Chodziłyśmy sobie za dwie ręce i nagle jedna z matek zapytała mnie…
– Jeszcze nie chodzi? A ile ma?
– 12 miesięcy. – odpowiadam
– Mój za dwie ręce chodził jak miał 8. – słyszę i zaczynam się zastanawiać czy mam bić brawo, czy powiedzieć, że zazdroszczę.
Zaraz wtrąca się inna matka, jak się okazuje znajoma tej pierwszej.
– Ale twój nie gada, a ma już dwa lata.
W późniejszej rozmowie wyszło, że dziecko tej drugiej, też później zaczęło chodzić, za to mówiło dość płynnie mając już rok i dwa miesiące.
Czemu o tym piszę? Przecież w sumie, takie rozmowy wśród rodziców są dość częste. Ano dlatego, że tym razem wyczułam „w powietrzu” nutkę rywalizacji i co tu dużo ukrywać – złośliwości. Zaczęłam się zastanawiać i doszłam do wniosku, że sama, choć wcale nie zdawałam sobie z tego sprawy, też czasami porównuję moje dziecko do innych. Syn koleżanki już chodził, jak miał pierwsze urodzinki, a moja mała jeszcze nie. W sumie dlaczego? Kiedy zacznie? Łapię się na wyczekiwaniu i wyliczaniu w głowie samych plusów chodzenia dziecka, zupełnie odkładając w myślach minusy. A przecież ich też jest wiele. Tak samo było z raczkowaniem. Czekałam aż Blanulka wreszcie zacznie raczkować, patrząc jak nieudolnie czołgała się po podłodze. Myślałam – „Będzie umiała lepiej zająć się sobą”. Zapomniałam o tym, że oprócz fajnej, radosnej zabawy, malucha będzie mi też trudniej upilnować.
Każdy okres w opiece nad dzieckiem ma swoje dobre i złe strony. Te porównywanki nie są tylko dziełem rywalizujących rodziców, którzy chcą pokazać, że ich dziecko jest lepsze, sprawniejsze, szybciej się rozwija. Wystarczy otworzyć byle jaką książkę o wychowaniu dziecka. Ja poczytałam moją „Opieka nad dzieckiem” A.J.R. Waterstona i oczywiście znalazłam rozdział o rozwoju malucha. A w nim cała masa tabel. O ile rozumiem tabelę z podziałem poszczególnych etapów mówienia na „wczesne”, „średnie” i „późne”, o tyle bawi mnie już tabela umiejętności… Dziecko między 12. a 15. miesiącem życia powinno już „gryzmolić”, a między 15., a 18. umieć karmić lalkę. Wydaje mi się to dość niedorzeczne. A co z dzieckiem, któremu rodzice jeszcze nie kupili kredek, a ma 15 miesięcy, więc nie „gryzmoli”…? Jest nienormalne? Nie łapie się w normach…? A może rodzic wyrodny, bo nie pomyślał by już rozwijać zdolności plastyczne malucha…?
Z moich obserwacji, dziecko rozwija się własnym torem. Wychowanie, to nie wszystko, ważne są też geny i wiele innych spraw. Ja z Blanką ciągle rozmawiam, mówię do niej bez przerwy, tak jakby wszystko rozumiała. I co z tego? Pierwsze słowa pojawiają się u dziecka, które wcześnie zaczyna gadać, według tabel, już w 10. miesiącu. A Blanka wtedy tylko gaworzyła. Ba! Nadal tylko gaworzy, a ma już 12 i pół miesiąca. Bzdurą jest więc podchodzenie do rozwoju dziecka ambicjonalnie. Co więcej, znam dzieci, które nie mówiły absolutnie nic aż do dwóch lat, czyli nawet nie łapały się w tabelach, a później jak zaczęły nawijać to od razu całymi zdaniami. Dziecko to nie maszyna! Ma też swój charakter, a tego nie podpiszemy pod żadne tabele…
I jeszcze coś. Nie traktujmy rozwoju naszego dziecka w pierwszych dwóch latach jako wróżby na przyszłość. Ja, jak donoszą dziadkowie Blanki, zaczęłam siadać jak miałam 6 miesięcy, wstawać przy meblach jak miałam 9, chodzić samodzielnie jak miałam 10. Gadałam też bardzo szybko. I co z tego? Gadulstwo mi zostało, ale już zwinność niekoniecznie… Na WFie zawsze byłam jedną z największych łamag, a na nartach do dziś zjeżdżam z duszą na ramieniu, nie mówiąc już o tym, że sprowadzam rower na piechotę z bardziej stromych górek. Taka strasznie jestem sportsmenka i akrobatka! 😀 Więc jeszcze nie wszystko przesądzone, ani z moim, ani z waszymi dziećmi.



