Kto z nas nie chciałby, żeby jego dziecko było szczęśliwe? I teraz, w dzieciństwie, i później, jako nastolatek, i w dalszym, dorosłym życiu. Pragniemy dla naszych dzieci szczęścia teraz i na zawsze. Nie mamy jednak za bardzo wpływu na to, jak potoczy się ich życie. Prawdopodobnie, nie zawsze będzie się rysowało w różowych barwach. Możemy jednak zrobić bardzo ważną rzecz. Wyćwiczyć w naszych dzieciach umiejętność cieszenia się z małych rzeczy i obudzić w nich optymizm, który najpewniej zostanie z nimi na zawsze!
Mali optymiści lepiej zaaklimatyzują się w przedszkolu, poradzą sobie z pierwszymi szkolnymi porażkami. W ogóle łatwiej im będzie w życiu. Chyba każdy kto przeżył już trochę życia wie, że ktoś, kto musi coś „wielkiego” zdobyć, przeżyć, by doświadczyć radości, tak na serio nigdy nie będzie trwale szczęśliwy. Szczęście to wychwycenie malutkich, wesołych momentów w naszym życiu, radocha z drobnostek, pozytywne myślenie, zwyczajna pogoda ducha. Chcę zrobić wszystko by nauczyć moją córkę takiego podejścia do życia. Mam nadzieję, że trochę odziedziczyła to w genach, ale będę pieczołowicie rozniecać ten wesoły płomyczek. Dla jej szczęścia. I dla własnego. Bo co tu dużo gadać. Zwyczajnie miło i wesoło mieć w domu małego uchachańca. 😀

1. Witaj dziecko z rana uśmiechem
Niezależnie, o której Cię obudzi, i ile godzin przespałaś… Zawsze pamiętaj, że witasz właśnie nowy dzień, a przed oczami masz swój największy skarb. Taki jeden uśmiech, czasami nawet przez zmęczenie, może nawet niechętny „ustawi” cały Wasz dzień. Przyzwyczajenie malucha do porannej wymiany uśmiechów to ogromny sukces. Udowodniono, że grymas uśmiechu na twarzy, pobudza wydzielanie hormonu szczęścia. Więc czasami nawet wymuszony uśmiech i tak nas w rzeczywistości uraduje. Poza tym, co tu dużo mówić. Nic mi nie daje takiego powera na resztę dnia, jak to gdy Blanka budzi się, siada jak na sprężynach i uśmiecha się od ucha do ucha wołając „mamu, mamu”. Dla każdego rodzica to miód na serce.
2. Łaskocz
To to samo, co z tym uśmiechem tylko w zwielokrotnionej dawce. Podczas łaskotek tak pobudza się wydzielanie endorfin, że są totalnym zastrzykiem radochy. Łaskotki, głaskanie, mizianie, to wszystko da naszym dzieciom masę szczęścia. Nauczymy, też je, że żadne materialne dobra nie dadzą tyle pozytywnej energii, co bliski kontakt z ukochanymi osobami. A ten jest o wiele mniej ulotny niż to, co można kupić…
3. Ogranicz słowo „nie”
Takie małe, krótkie słowo, a podobno bardzo negatywnie wpływa na odbiór, interakcje personalne, czy zwyczajnie na nasze samopoczucie i samoocenę. Zamiast więc mówić córce „Nie skacz po kanapie, bo spadniesz.”, staram się mówić „Uważaj, bo spadniesz i będzie bolało.”. W ten sposób nie tylko uczy się konsekwencji czynów, ale i nie przyjmuje głupich zakazów. Chcę, żeby wiedziała, że świat jest dla niej na „tak”, a nie na „nie”.
4. Pozwalaj na małe psoty
Kąpiel z ogromną ilością piany, która potem zaleje połowę łazienki. Bitwa na poduszki. Wspólne gotowanie ciasta i ubabranie się w mące. Wiadomo, że czasami nie mamy siły i ochoty na takie atrakcje dla naszych maluchów, ale raz na jakiś czas, przy odrobinie wolnego czasu i dobrego humoru warto. To jest właśnie ten krok, który pokaże naszym dzieciom, jak cieszą małe rzeczy. Że mąka ze spożywczaka za niespełna 2 zł, da więcej zabawy i radochy niż najlepsza zabawka z wypasionego sklepu dla dzieci.
5. Zarażaj radością
Ucz dziecko, że dobre kontakty z ludźmi, wcale niekoniecznie tylko z bliskimi, dają radość. Miłe relacje międzyludzkie są na wagę złota. Zwłaszcza w tak zalatanym, jak nasz świecie. W tak bezsłonecznym klimacie… Wystarczy uśmiechnąć się do pani w sklepie, pogadać chwilę z sąsiadką, by nasze dziecko też było POZYTYWNIE nastawione do ludzi, miało łatwość w nawiązywaniu kontaktów… Taka codzienna wymiana uśmiechów ze „znajomkami” rozjaśni niejeden pochmurny dzień.
6. Znajdźcie jakąś codzienną wspólną „odskocznię”
Coś, co poprawia humor, daje radochę. A można to robić w każdej wolnej chwili. My z Blanką tańczymy. Codziennie, kilka razy robimy sobie taki dancing, chociaż na jedną piosenkę. A Wy może pośpiewacie, albo będziecie czytać bajki, wspólnie rysować. Takie zwyczajne, codzienne czynności dobrze robią na higienę umysłu. I dla dużych i dla małych. Ważne, żeby było to coś, co rzeczywiście lubicie. 

A Wy, jak wprowadzacie radość w życie Waszych dzieci?
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
Upierdliwa teściowa jest babcią
7 sposobów na bunt dwulatka bez psychologicznego pitu, pitu
Matka z blokowiska, czyli mój dzień świra
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!
