Macierzyństwo jest mocno naznaczone strachem. W ogóle rodzic się boi o swoje dziecko, a już matka z tą całą swoją emocjonalnością boi się do potęgi entej. W mediach wciąż zarzucane jesteśmy tym strachem. Choroby, które dręczą inne rodziny i ich maluchy, spędzają nam sen z powiek. Jednak, nie tego powinnyśmy się bać przede wszystkim, a czegoś, co niejednokrotne chętnie same podsycamy w naszych dzieciach.
Nie będę tego ukrywać, jestem matką czarnowidzem. Ja się ciągle martwię. Martwię się, jak słyszę o wszystkich złych rzeczach na tym świecie. Tym, co dotyka tak szczęśliwe rodziny, jak moja i niszczy to szczęście. Choroby, wypadki samochodowe… To są takie oczywiste lęki, które łatwo sobie zwizualizować. Boimy się ich na pierwszym miejscu, bo, jakkolwiek to by okrutnie nie zabrzmiało, są najbardziej spektakularnymi lękami.

I tu błąd. Bo największe, najbardziej prawdopodobne zagrożenie jest tak niewinne z pozoru. Takie urocze. Dziecięce. Takie, że każda matka sobie jego życzy paradoksalnie dla swojego dziecka. Bo bez niego, dzieciństwo nie byłoby pełne, nie miałoby swojej jakości, świeżości. Bez niego wspomnienia z dzieciństwa byłyby nijakie. To zagrożenie, które jest nieodłącznym elementem dziecięcości, to… wyobraźnia. A to ona, połączona z dziecięcą potrzebą eksplorowania świata, z dziecięcym brakiem tych lęków, które mamy my dorośli w nadmiarze, przyczynia się do największej ilości wypadków.
A to codzienne, zwykłe, domowe wypadki, te groźniejsze i te mniej groźne, zdarzają się częściej niż choroby i inne okropności, których my matki tak się boimy. Kiedyś lekarz pediatra, którego obydwoje z mężem bardzo cenimy, powiedział mi z lekkim pobłażaniem w głosie coś bardzo mądrego, gdy bałam się lekko dziwnych jak na oko laika wyników badania krwi Blanki. Kazał mi przestać czytać w internecie o chorobach, i skończyć pisanie czarnych scenariuszy, bo dużo bardziej prawdopodobne jest to, że mała rozbije sobie poważnie głowę skacząc po łóżku. I to jest to realne zagrożenie.


Jakiś czas temu pisałam Wam o tym na Facebooku, trochę w humorystycznym tonie, ale tylko z pozoru. Bo sprawa mocno mnie zastanowiła i przejęła. Blanka została na krótki czas tylko w towarzystwie taty i dziadka. Oglądała z nimi skoki narciarskie. Niby jakoś bardzo jej nie zainteresowało to co tam leciało w telewizji. Niby po transmisji minęła jakaś godzina. Wydawało się – zapomniała. A później, w trakcie zabawy, przyszło jej do głowy, żeby wejść na małą, plastikową zjeżdżalnię stojącą w jej pokoju u dziadków, stanąć u góry i wykonać skok. Mój mąż, kątem oka zauważył sprawę. Niestety nie przewidział, co zrobi Blanka.
Na szczęście nic się nie stało. Bestyjka jest na tyle zwinna, że skoczyła tak, że nic sobie nie zrobiła. Ba! Teraz nawet śmiejemy się, gdy nie słyszy, że dobry z niej skoczek, bo oprócz długości zjeżdżalni doskoczyła jeszcze pół metra dalej. 😀 Ale cholera no, mogło się skończyć bardzo źle.


Ta wyobraźnia to jest takie ziółko, co z jednej strony czyni nasze dzieci kreatywnymi, mocno pomoże im w życiu. Nawet nam, rodzicom, z takim dzieckiem z wyobraźnią jest weselej. Ale, po takim dziecku z wysoko rozwiniętą wyobraźnią możemy się spodziewać też masy głupot. I oczywiście możemy wszystko zrzucić na to, że teraz te bajki takie głupie, albo, że rodzice oglądają telewizję przy dzieciach.
Ale tak naprawdę, pobudzające wyobraźnię może być wszystko. Już też Wam kiedyś pisałam, o chłopcu, który w latach 70-tych, na osiedlu mojej babci, został w ostatniej chwili złapany w oknie przez własną babcię, tuż przed upragnionym skokiem z parasolką w ręku. W wyobraźni chłopca miał sobie spokojnie zlecieć, jak na spadochronie i miękko wylądować. Tak jak Bolek i Lolek w bajce. No kurde, co jak co, ale Bolek i Lolek większości z nas rodziców, wydają się po dziś dzień, nieszkodliwi.


I wcale nie pisze tego, bo chce Was straszyć. Wprost przeciwnie. Te opowieści mają drugie dno. Przecież nie będziemy trzymać dziecka pod kloszem. Przecież nie możemy wciąż myśleć tylko o tym, co mu zagraża. Przewidujmy, starajmy się, ale nie wariujmy. Nie wejdziemy do środka główek naszych dzieci. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu. I jak już zdamy sobie sprawę, że pewnymi sprawami rządzi los, Opatrzność, to może przestaniemy się martwić na zapas wszystkimi mniej realnymi zagrożeniami. Mniej martwienia, więcej działania. Wystarczy wyposażyć dupę w oczy i można się nie przejmować. Życzę Wam spokojnego, pozbawionego lęków, ale i bezpiecznego weekendu kochane! 😉
Kask Blanki kupicie TUTAJ (klik)
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
Pod osłoną rodzicielstwa bliskości uczymy dzieci… egoizmu i braku empatii?
4 gadżety, które chciałby mieć każdy rodzic, ale nie wypada ich wyprodukować…
Kochać, to nie zawsze znaczy lubić. Miłość matki w IV aktach.
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

