Jestem gadułą! W towarzystwie zazwyczaj mówię najwięcej. Jak dorwę się z moją mamą to czasami nadajemy, jak katarynki… W najbliższej rodzinie są prawie same szumne i gadatliwe osoby. To dlaczego moje dziecko jeszcze prawie wcale nie mówi?
O, pardon! Nie to, że nie gada. Konwersujemy sobie. Idziemy na przykład na spacer, naciskam przycisk windy, czekamy. Czekamy…
– Mamaaa, pajko naka kaaaa! – patrzy na mnie Blanka, ze znakami zapytania w oczach, przechylając głowę w bok.
– Zaraz przyjedzie winda, pewnie ktoś zjeżdża do garażu. – tłumaczę jej.
Albo inna sytuacja. Blanka bawi się samochodzikiem. Próbuje posadzić ludzika na miejscu kierowcy.
– Taaa, kaa baka! – denerwuje się wymachując pięściami.
– Pomóc Ci? – wołam siedząc na kanapie. Przynieś mi ten samochodzik.
I przynosi i pomagam.
Czasami w komunikacji służy nam język „migowy”, po jej stronie. Blanka przynosi mi kapciuszka pokazując, żeby jej jednak założyć bo w stopy zimno. Mówię „Idź po drugiego, jest w twoim pokoju pod stolikiem.”. I przynosi mi, tego skitranego bucika. Znaczy się – kuma.
Dogadujemy się. Jak na jakiejś cholernej bibilijnej Wieży Babel, gdzie prób zrozumienia się nawzajem jest czasami tyle samo co błędów. Już na serio czasem śmiejemy się z mężem, że może ona płynnie już nawija, tylko w języku, którego my nie znamy. 😀 Wszystko by było spoko, gdyby Blanka miała jakiś roczek… A ona za dwa dni kończy już 20 miesięcy. Czekam i czekam na te nasze konwersacje, które nie byłyby tylko snuciem matczynych domysłów, i się doczekać nie mogę.


I absolutnie z nikim się nie ścigam. Nikomu nie zazdroszczę, że ma bardziej ogarnięte dziecko, albo lepsze metody wychowawcze. Ja łaknę emocji, dodatkowych, wspólnych przeżyć z moim dzieckiem. Ile obydwie tracimy! Czasami te problemy w porozumieniu budzą sporą frustrację i u niej i u mnie. Chciałabym usłyszeć „kocham cię mamo!”. Chciałabym poznawać jej uczucia… Pamiętam jak moja kuzynka była malutka, a ja miałam jakieś 12 lat. Cudowny okres. Miała jakieś półtora roku, jak pytała mnie „Boiś Jobejta?”, czyli mojego taty, który zawsze na żarty ją straszył. Wiadomo było już, jakie ma odczucia, przemyślenia. Można jej było wytłumaczyć, żeby się nie bała, że to tylko żarty. Albo ile śmiechów jest z takich dziecięcych przemyśleń. Pamiętam jak na początku pewnego lata, gdy wspomniana Agata miała jakiś rok i 3 miesiące, byłyśmy w górach i z zaciekawieniem patrzyła na górala, który bił batem konia. Była przerażona. Powiedziałam jej – „Widzisz, góral bije konika. Niedobry!”. A po jakimś miesiącu, jak byliśmy nad morzem, a na plaży jakiś facet dał synkowi klapsa, mała powiedziała oburzona „Gójaj! To gójaj!”. Uśmieliśmy się niesamowicie z niej i tego dziecięcego rozumowania. Brak mi tego w relacjach z moim dzieckiem. Czuję, że nie możemy wspiąć się na jakiś kolejny etap wspólnego życia, na który już czas najwyższy. I właśnie po to, żeby nie tracić wspólnych pięknych chwil, chcę zrobić co w mojej mocy, żeby pobudzić ją do tego mówienia.

Dlaczego dziecko jeszcze nie mówi? Najczęstsze przyczyny.
Gdy jeszcze byłam w ciąży, marzyłam by szybko móc pogadać z córką. Planowałam jak będę ją uczyć nowych słówek. Czytałam o metodach uczenia dziecka mowy, w których główny morał był jeden – „gadać, gadać, gadać”. Podobno jednym z głównych powodów tego, że dziecko jeszcze nie mówi, jest właśnie niesprzyjające środowisko. Jeśli otoczenie dziecka mówi mało, z pewnością i maluch będzie mniej skory do rozpoczęcia swojej przygody z mówieniem. U nas ten punkt odpada. Wszyscy mówimy do Blanki bardzo dużo.
„Niedziecięcy” sposób mówienia do dziecka. Mowa ma być taka „mamowa”. Czyli np. jeśli dziecko łapie mamę za sukienkę, to nie wystarczy powiedzieć „Ładna jest mamy sukienka?”, tylko lepiej rozwinąć temat „Ładna jest mamy sukienka? Sukienka jest żółta. Sukienka jest w kwiatki. Mama nosi sukienkę, tata nosi spodnie.” i pokazać wtedy na spodnie taty. No przyznam się bez bicia. Taka forma nie bardzo mi odpowiadała. Takie pleć pelciugo byle długo. Ale ok. Robię tak od jakiś dwóch miesięcy, bo już chwytam się wszelkich sposobów. Efekt? Nie wiem czy to dzięki temu, ale moje dziecko przekształciło swoje ulubione słowo – „kaka” wołane na kaczki i inne ptactwo. Wybrała sobie końcówki wyrazów „ka”. I tak „ka” to „piłka”, „kredka” itp. Dobre i tyle…
Przyczyny logopedyczne. Te na szczęście już wykluczyliśmy, po rozmowie z logopedką z rodziny. Często dzieci nie mówią z powodu nieprawidłowości w budowie narządów mowy. Może to być za krótkie wędzidełko, problemy z krtanią, czy przerośnięcie migdałów podniebnych.
Przyczyny psychologiczne. Sporo dzieci jest zwyczajnie nieśmiała, co u naszego dziecka zdecydowanie odpada, ona jest czasami aż za bardzo „hop do przodu”. Problemy z mową mają też dzieci autystyczne, dzieci doznające długotrwałego stresu czy przemocy fizycznej. No ale umówmy się, jest sporo dzieci, które nie pochodzą z żadnych patologii rodzinnych, nie mają żadnych trwałych chorób, a tak czy siak, dogadać się z nimi nie sposób, czasami nawet do 3 roku życia… Oby u nas nie trwało to tak długo.
Charakter. I tu kieruję moje podejrzenia w stosunku do Blanki. 😀 Już od dawna obserwowałam, że mała nie znosi porażek. Mimo, że zawsze staramy ją się chwalić, zachęcać do dalszych prób. Ona po prostu lubi umieć. Ba! Nawet ją denerwuje, że ktoś inny potrafi, a ona nie. Jak jeszcze nie umiała budować z klocków, a tatuś bawił się z nią i robił wysoką wieżę z klocków, rozwalała ją ze złością i zabierała mu klocki, żeby już nie budował. 😀 A jak sama próbowała, to zawsze plecami do nas. W rezultacie ni stad ni zowąd nauczyła się pięknie składać klocki i od tej pory już dumnie prezentuje swoje umiejętności. Dziwne to, bo my nigdy jej z niczym nie krytykujemy… Chyba podobnie jest z mówieniem. „Mama” i „tata” zawsze ćwiczyła po cichutku w swoim pokoju i nie daj Bóg, żeby wydać się, że się usłyszało i ją pochwalić. Od razu kończyła próby. Bo nie wychodziło jej jeszcze idealnie. Słyszałam o takich dzieciach, co nie gadały nic do dwóch lat, a potem nagle w miesiąc zaczynały rozmawiać pełnymi zdaniami. Kodowały sobie wszystko po drodze, aż w pewnym momencie, jak wypaliły, to tak że dorośli musieli zęby zbierać z podłogi… 😀 Ja już trenuję trzymanie szczęki, bo może i nas to spotka. Oby!
Uwarunkowania genetyczne. Podobno dziecko, które ma w bliskiej rodzinie osobę, która późno zaczęła mówić, ma ogromne szanse, by samemu nie być zbyt rozmownym we wczesnym dzieciństwie. My z mężem podobno zaczęliśmy mówić szybko. Może nas trochę idealizują. Chociaż na mnie nawet mają nagrania, jak będąc mniej więcej w wieku Blanki wołałam do ojca za namową mamy, „Lobelt wstawaj duhulely, jest godzina denasta”. 😀 Czyli nie wymyślają sobie dziadkowie Blanki. Genów nie można winić. Chociaż w sumie nie wiadomo, jak to było z rozmownością u dziadków, gdy byli maluchami…
Kontakt z rówieśnikami. Dzieci bardzo pobudza do mówienia kontakt z rówieśnikami. Maluchy, które mają starsze rodzeństwo często zaczynają mówić dużo szybciej. Podobnie jest z dziećmi chodzącymi do żłobków. Blanka nie ma ani tego, ani tego, ale kontakt z rówieśnikami ma częsty, chociażby przez wizyty na placu zabaw. Tylko, że cwana gapa wybiera sobie starszaków, którzy mają już instynkty opiekuńcze i chętnie domyślają się o co chodzi „dzidzi”. 😀 Z pomocą przychodzi ostatnio, mała dwu i półroczna sąsiadka, która imponuje mojemu dziecku umiejętnościami, zwinnością starszaka, a jest malutka, wzrostu Blanki, przez co widać, że pojawiają się w głowie mojego dziecka porównania. Blanka próbowała się z tą dziewczynką ostatnio dogadać, przy budowaniu babek z piasku, nie wichodziło o mała sąsiadka mówi do mnie „Ja nie loziumiem, co ona mówi?”. I już, już miałam jej tłumaczyć intencje mojego dziecka… Aż mnie trzepnęło! Niech się nie dogada, to może się zmobilizuje. 😀 I powiedziałam „No ja też nie wiem.” i rozłożyłam ręce. 😀 Sasasa…
Zbyt duże zrozumienie rodziców… To już nie teoria z książek, tylko taka mądrość od babć. Zarówno moja mama, jak i teściowa, twierdzą, że po co teraz dzieci mają zacząć szybko gadać, jak wszystkie ich potrzeby są momentalnie zaspokajane. Kupa nie przeszkadza tak bardzo, bo jest pampers. Rodzice domyślają się potrzeb dziecka, czasami wprost je wyprzedzając. Kiedyś nie było na to czasu, ani takiej mody i dzieci musiały sobie radzić. W sumie, może coś w tym jest…



Niby nie ma powodów do paniki, a jednak ostatnio wyczytałam, że średni wiek u dzieci na pierwsze słowa to 12-15 miesięcy, a na zdania dwuwyrazowe 20-24 miesiące. Wiadomo, to tylko tabelki. Ale też sygnał dla mnie, by działać.
Z drugiej strony, podobno, największa gaduła polskiego światka artystycznego, nieżyjąca już, Hanka Bielicka, nie mówiła nic do 3 roku życia. A potem jak się rozgadała… Więc może jeszcze będę namiętnie kupowała zatyczki do uszu, by mieć trochę ciszy. 😀
A jak było z mówieniem u Waszych pociech, mamuśki? Pocieszcie mnie, powiedzcie, że przesadzam… Albo z drugiej strony, zagnajcie do pracy z dzieckiem, dajcie przykłady jakiś fajnych ćwiczeń. Help! 😉
Blanka:
kurtka i czapka – H&M
komin – Zuzu-La
spodnie i buty – Zara
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten post, pewnie chętnie przeczytacie też:
7 życiowych rad dla mam niejadków
Dziecko w restauracji – 6 zasad, które ułatwiły nam życie
8 patentów na przyjemną podróż z dzieckiem
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

