macierzyństwo dawniej i dziś

Siła wspomnień. Jaką mamą byłabyś w tamtych czasach?

Jesteśmy tuż po Dniu Matki, za chwilę Dzień Dziecka. Naszła mnie pewna refleksja, bo wydaje mi się, że mam zupełnie odmienne zdanie w pewnej kwestii, od tego popularnego… Lata temu polskie matki uwolniły się z kajdan, które nosiła klasyczna „matka polka”. I uwikłały się w kolejne toksyczne związki. Związki z ekspertami, którzy wymyślają coraz to nowsze teorie odnośnie wychowywania, karmienia i opieki nad dziećmi. Związki z innymi matkami, na forach, facebookach itp., a one przecież „wiedzą lepiej”…

 

Nie jestem ignorantką. Też czytam, sprawdzam, zastanawiam się. Ale moim głównym źródłem wiedzy, jest własne dzieciństwo i macierzyństwo mojej mamy. Jak to możliwe? Przecież w dzisiejszych czasach zwykło się dość silnie krytykować rodzicielstwo sprzed 20-30 lat… Popularnym, choć generalnie ganionym stwierdzeniem jest „Ja tak miałam w dzieciństwie, mojemu dziecku też nic nie będzie.”. Uznaje się, że tak mówią ludzie bezmyślni… No cóż, nie powiem, że jest mi takie stwierdzenie całkiem obce, bo rzeczywiście wiele nowoczesnych opinii uważam jedynie za dobry marketing. Nie chodzi mi jednak o to by bezmyślnie powielać schematy z własnego dzieciństwa, bo może być to w niektórych przypadkach zgubne…

 

Warto jednak pochylić się nad tym tematem, nad wspomnieniami na dłuższą chwilę. By porozmawiać z własną mamą, o uczuciach, refleksjach, tym co wyszło fajnie, a co gorzej. Uczmy się na sukcesach i błędach własnych matek, czerpmy z ich doświadczeń – tych pozytywnych i negatywnych. Przypomnijmy sobie własne odczucia w dzieciństwie i spójrzmy na nie z perspektywy czasu i tego, że jesteśmy teraz mamami. Łącząc taką wiedzę praktyczną z odrobiną nowoczesnej teorii możemy uzyskać pełnię sukcesu i satysfakcji z macierzyństwa. Ja wiem jedno, nie byłoby mnie na świecie, gdyby nie moja mama. Nie byłoby też mnie, jako matki, takiej matki jaką jestem – zadowolonej ze swojego życia, dążącej do perfekcji, ale nie pogrążonej w wyrzutach sumienia i zaplątanej w dżungli często sprzecznych porad, gdyby nie Ona.

 

macierzyństwo dawniej i dziś

Macierzyństwo dawniej i dziś – matki to zawsze super-bohaterki!

Dziś wiemy więcej, dbamy o to, by nasze dzieci były zdrowo odżywione, by nie kupować im zabawek bez atestów. Wsłuchujemy się w ich rozwój emocjonalny i fizyczny… Wiele rzeczy tłumaczymy zdobytą wiedzą. Wiemy co to skoki rozwojowe w niemowlęctwie, mamy w małym palcu teorie dotyczące buntu dwulatka, a jak nam się trafi high need baby, to też nie załamujemy rąk. Tylko, że to wszystko funkcjonowało też dawniej, jedynie nie było nazywane w żaden modny, naukowy sposób. 😀

 

Nie jest nam, matkom, łatwo. Pijemy zimne kawy (mi też się zdarza, choć staram się jednak dbać o odpowiednią temperaturę jej spożycia :D), zmagamy się z kolkami i ząbkowaniem, znamy tysiące sposobów na wypranie plam z marchwi… Tak jak nasze matki. A jednak stwierdzam, że warto się nad dawnym macierzyństwem pochylić, bo One miały gorzej! Nie wierzysz? Udowodnię!

 

  • Nie dawałaś dziecku gotowych słoików, tylko sama robiłaś zupki? Brawo Ty! A teraz dodaj do tego brak blendera i konieczność tarcia ugotowanych warzyw przez sitko. To dopiero upierdliwe… No ale zamienić tego na słoiki nie można było, bo takowe nie istniały.
  • Jesteś eko mamą, która dzielnie decyduje się na używanie pieluch wielorazowych? Podziwiam. Dla mnie babranie się w pampersach jest wystarczająco wyczerpujące. 😀 Tylko kiedyś nie było większego wyboru. Ja urodziłam się w czasach, kiedy pieluchy jednorazowe już można było „zdobyć”. Ale ich cena i kiepska dostępność sprawiały, że moja mama stosowała je tylko od święta, albo na wyjazd wakacyjny.  Pieluchy wielorazowe = jeszcze więcej prania. To możliwe? Widać tak! Chapeau bas!
  • Twoje dziecko się rozchorowało. Co robisz? Chwytasz za komórkę i szybko dzwonisz do lekarza, a w międzyczasie googlujesz objawy. Czy nie? Pomyśl, że kiedyś w czasach niektórych naszych naszych mam, a już babć to z pewnością trzeba było lecieć do budki telefonicznej, albo do sąsiadów – szczęśliwych posiadaczy telefonu. Można też było iść z chorym dzieckiem w kolejkę „po numerek”.
  • Masz czasami kryzys i zostawiasz marudne dziecko sam na sam z tabletem? Spokojnie, czuj się przeze mnie rozgrzeszona, też mi się to zdarza, nawet często. 😀 Teraz możemy mieć tylko wyrzuty sumienia, kiedyś nie było na nie nawet szans, bo kobiety mogły tylko pomarzyć o takich sposobach na zajęcie dziecka z chwilowym atakiem kociokwiku. 😀

 

I tak dalej i dalej… Wyliczać można w nieskończoność. Więc jakich błędów nie popełniały Wasze mamy, jeśli w końcowym rozliczeniu uznajecie swoje dzieciństwo za szczęśliwe, to uważam, że Wasze mamy, tak jak moja były superbohaterkami i coś tam jednak wiedzą, coś z nami przeżyły i warto z nimi rozmawiać… Nie bądźmy, jak zbuntowane nastolatki, które negują wszystko dla zasady, albo bo specjalista „X” nie dał by dziecku tyle cukru, ile kiedyś proponowano dzieciom, a specjalista „Z” nie wsadzałby ich do chodzików, które niegdyś były tak popularne… Świat idzie z postępem, ale ten postęp polega nie tylko na wymyślaniu nowego, ale i na czerpaniu z przeszłości tego co mądre i wartościowe.

 

macierzyństwo dawniej i dziś

 

macierzyństwo dawniej i dziś

 

Co dała mojemu macierzyństwu moja mama?

Jest mi może łatwiej dojść do tych wszystkich wniosków, bo z moją mamą żyję przefantastycznie. To mądra kobita jest. I w internetach czytuje i w encyklopediach i w poradnikach. Nie wciska mi więc jakiś przestarzałych kitów w kwestiach macierzyństwa. Ale nie o to mi chodzi w tym tekście. Chodzi mi o siłę płynącą ze wspomnień i wspólnych rozmów. O czym nauczyłam się w ten sposób od mojej mamy?

  • O sile przeprosin. Można popełniać błędy, ale warto umieć przepraszać. Także, a może zwłaszcza w relacjach z dzieckiem. Nigdy nie zapomnę, jak mama mnie skrzyczała, za jakąś bzdurę, bo akurat miała zły dzień, puściły jej nerwy. A po niedługim czasie przyniosła mi kanapki z narysowanymi serduszkami z ketchupu. Pamiętam, jak mi się wtedy zrobiło ciepło na sercu. Cudowny patent. Z moim temperamentem pewnie nie raz będę musiała to wykorzystać. 😀
  • O tym, że dziecko nie zawsze będzie mnie lubić. I, że tak musi być. Chociaż mimo wszystko kocha. My matki, dla dobra naszych dzieci czasem musimy czegoś zabronić, coś nakazać. A dzieci zrozumieją to dopiero, jak same będą matkami, ojcami… Ile razy moja mama była tą zrzędą, zołzą w moich oczach. Teraz dopiero widzę, jakie to było poświęcenie. Łatwiej i przyjemniej byłoby być neutralną w wielu kwestiach, pozostawić rzeczy samym sobie. Nie wyszłoby mi to na dobre.
  • O tym, że nie warto dążyć do ideału. Choć trzeba się starać. To, że moja mama nie była idealna, ale i tak najlepsza na świecie dało mi sporo siły, gdy rozpoczynałam moją przygodę z macierzyństwem. I właściwie to daje mi to siłę każdego dnia. Wiem, że nawet jak czasami nawalę, to dzięki temu, że chcę, staram się, kocham nad życie, będę miała cudowne macierzyństwo. Byłam przygotowana na wzloty i upadki, nic sobie nie narzucałam, nie miałam wygórowanych wizji. Nieidealna, ale kochająca matka dorosłej kobiety dobrze działa na jej psychikę.

 

Dziękuję Ci mamo! Kocham nasz babski tercet egzotyczny! 😉

 

A do jakich wniosków dochodzicie Wy, biorąc własne dzieciństwo pod lupę?

 

pasek-do-teksty-1

 

Jeśli spodobał się Wam ten post, pewnie chętnie przeczytacie też:

Upierdliwa teściowa jest babcią

Dlaczego nie odkładałam na później? Zalety młodego macierzyństwa

Po co właściwie jest tata?

 

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2

 

 

 



O autorze -



  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Moim zdaniem trzeba umieć to jakoś sensownie wypośrodkować – nie wierzyć ślepo we wszystkie te nowomodne teorie (bo zgadzam się z Tobą w 100%, że bardzo często są one obliczone tylko i wyłącznie na kasę i zrobienie rodzicom prania mózgu), ale też nie słuchać wszystkich dobrych rad dawanych nam przez starsze pokolenia (bo prawda jest taka, że realia bardzo się zmieniły i niektórych z tych podpowiedzi niestety nie można uznać już za aktualne). Najważniejsze to chyba wsłuchać się w swoje dziecko i własną intuicję – natomiast ze wszystkich zewnętrznych doradców korzystać z rozwagą i umiarem :)

    • W pełni się z Tobą zgadzam. :) W tym tekście nie chodziło mi za bardzo o rady. Nie lubię ich i mam to szczęście, że niezwykle rzadko są mi udzielane, o ile o nie nie poproszę. 😀 Chodzi mi tu bardziej o „wsłuchanie” się we własne wspomnienia z dzieciństwa, przypomnienie sobie własnych odczuć w różnych sytuacjach, przemyślenie działań rodziców z perspektywy czasu. I o wysunięcie z tego wniosków – pozytywnych lub negatywnych. Z tego może płynąć na prawdę masa życiowej mądrości, która przyda nam się we własnym rodzicielstwie. :)

  • Wszystko z umiarem. Mnie przerażają fejsowe grupy dla mam. Tak kwitnie głupota, a idiotyzm goni idiotyzm. O tragedię łatwo. Mamy czasem zachowują się tak, jakby nie miały własnego rozumu (np. krwawię a jestem w 19 tygodniu ciąży, co robić, czekać? bo koleżanka mówiła, że ona też krwawiła, to podobno normalne, jak myślicie?)
    Łapki opadają…

    • No to rzeczywiście racja. Jak ktoś sam nie ma rozumu, to i jest duże prawdopodobieństwo, że jego znajomi, rodzina, też go nie mają. W takich przypadkach już lepiej czytać te poradniki od deski do deski… 😀 Tylko pewnie, i czytanie ze zrozumieniem u takich kuleje. Ja mam takie szczęście, że otaczają mnie ludzie, na których błędach i sukcesach łatwo się uczyć. Rzeczywiście ręce opadają, jak można w takiej sytuacji tracić czas na pisanie takich pytań w necie… Och…!

  • Tak sobie czytam i czytam i jak zwykle sobie mrucze pod nosem „no dobrze prawi, zgadzam się, tak tak, też tak myślę…”. Ciągle tak mam jak czytam Twoje teksty. To choroba jakaś chyba.

    Tak samo odbieram doświadczenia mojej mamy. Czerpie od niej dużo, a z nowości wybieram to co nam pasuje i co uważam za słuszne. ?

    • I vice versa. 😉 Też tak sobie myślę zawsze jak czytam Twoje wpisy. 😉 Aż szkoda, że my tak daleko od siebie mieszkamy, bo bym Cię co jakiś czas wyciągała na ploty! 😀

  • Dałaś mi do myślenia. Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, ale faktycznie kiedyś macierzyństwo nie było takie proste jak teraz. Mamy tak wiele udogodnień, a wydaje mi się, że w ogóle tego nie doceniamy i nie szanujemy.

    • O dokładnie, nie szanujemy. Co jakiś czas czytam wpisy tak krytykujące dawniejsze wychowanie, prześmiewcze, płynące spod pióra młodych mam, że aż nie dowierzam. Zastanawiam się wtedy, czy dane osoby miały same aż tak nieszczęśliwe dzieciństwo, czy może nie przemyślały sprawy z nieco praktyczniejszej strony niż ocena ekspertów, którzy tak czy siak co kilka lat zmieniają zdanie…

  • Mojej Mamie to należy się medal! Teraz to wiem!
    Przechodziła ze mną niezłą szkołę życia, którą ja teraz dostaję z nawiązką od Małej Zet. Kolki do 6 miesiąca życia, a kiedyś nie było tylu kropelek przeciw kolkom, pieluchy (tak też jestem z tych czasów, kiedy pampersy były tylko na świąteczne okazje), obiadki, które przygotowywała a ja w dodatku nie chciałam ich jeść, choroby średnio co miesiąc, obdarte kolana, moja „samowystarczalność”, upór … eh Mamo jesteś Gwiazdą Rocka 😛

    Tak zdecydowanie mam to samo z Małą Zet, tylko więcej sposobów na radzenie sobie:) a przede wszystkim mam Mamę, która jest zawsze moją pierwszą i ostatnią deską ratunku :)

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl