Skoro klikasz w ten tekst to pewnie masz w domu małego człowieka, który czerpie energię z niewiadomych źródeł, bo raczej nie z jedzenia. I już teraz czas, abyśmy przybiły sobie piąteczkę! Ten temat poruszałam już kilkakrotnie, ale teraz mam do przekazania zupełnie inne myśli i spostrzeżenia. Ujmując wszystko w skrócie – wrzuć na luz, bo się kobieto wykończysz!
Ten wpis dedykuję głównie matkom, które od wielu miesięcy drżą przed każdym posiłkiem swojego dziecka, których nastrój zależy już od ładnie zjedzonego obiadku, które kombinują, jakby tu przemycić zdrowe składniki, czytają przepisy, dokształcają się w nowych sposobach na niejadka, a w rezultacie, w akcie desperacji ciągle powtarzają „jeszcze jedna łyżeczka”, „za mamusię”, „za tatusia”… 😀 Jednym słowem ten tekst jest dla matek, które delikatnie mówiąc świrują. Tak jak ja! 😀 No kiedyś… Bo już trochę wyluzowałam.


Dla tych z Was, które są dopiero na początku przygody z niejadkiem mam wcześniejszy tekst – O pełnym wyzwań życiu z niejadkiem. To jest opisana nasza historia od samego początku, praktycznie od pierwszych tygodni życia Blanki. Może kogoś ona uchroni, albo chociaż doda otuchy. Dla wszystkich tych, które jeszcze dzielnie walczą i są gotowe trwać na polu bitwy jest tekst sprzed kilku miesięcy – 7 życiowych rad dla mam niejadków.
Sposoby na niejadka – istnieją?
Ja z moim dzieckiem zasilanym energią słoneczną, zabawą i Bóg wie czym jeszcze, bo nie jedzeniem, żyję już rok i 8 miesięcy, bo żarte to to nie było od urodzenia. 😀 To chyba normalne, że mam czasami chwile zwątpienia i nawet herbatki z melisy nie pomagają. 😀 Rozmawiałam ostatnio z koleżanką, która wróciła do pracy zawodowej, a jej córeczką zajmuje się niania. Gdy moja koleżanka, zapytała jej po paru dniach, jak się dogadują, niania odparła, że fantastycznie, że mała je. Bo najgorzej to opiekować się niejadkiem, jak rodzice wyznaczają za jedno z głównych zadań nakarmienie dziecka. Wtedy to ponoć katorga. No co ona nie powie. 😀 Tylko, że niania, to się zawsze może wymiksować z takiej współpracy, a matka? Nie bardzo, w każdym razie takiego rozwiązania nie polecam. 😀
No więc, nie powiem, żeby moje wypociny z tekstu o tych 7 życiowych radach dla mam niejadków były do kitu i nic nie warte. Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Prawdziwy niejadek, to uparciuch, dla którego wszystko inne jest ciekawsze od żarcia, czasami po prostu nic nie da się zrobić. I warto się z tym pogodzić. Im szybciej tym lepiej.



Matko niejadka – jak wyluzować?
- Kalkulator w dłoń! Warto sprawdzić, czy problem nie jest w Twojej głowie. Zajrzyj do siatek centylowych dla dzieci w wieku Twojego niejadka, oblicz jaką dawkę kaloryczną dziennie powinno przyjmować dziecko do prawidłowego rozwoju. Dzieci w wieku 1-3 lata powinny jeść ok. 1000-1300 kcal dziennie. Nie ma sensu dziecka przekarmiać, tylko dlatego, że nie jest na 50 centylu, a nieco poniżej. Może dużo biega i spala kalorie? Mi takie obliczenia bardzo pomogły, jak już pisałam w poprzednim tekście o niejadku… „Nawet w najgorszych momentach mała łapała się w siatce. Ale to nie dawało mi spokoju, bo zdarzały się momenty, że zaczynała chudnąć, a to chyba jeszcze nie czasy na diety odchudzające. Może to wydać się śmieszne, ale zaczęłam jej przez chwilę liczyć dzienną ilość spożywanych kalorii. ? Wyliczyłam ich odpowiednia ilość dla wieku i po kilku dniach wyszło, że Blanka je normalnie, a delikatnie spada z wagi w momentach, kiedy np. zaczęła chodzić i latała jak szalona, zafascynowana nową umiejętnością, więc też więcej kalorii spalała. Do tego wszystkiego przybyła też moja mama, która pokazała mi moją książeczkę zdrowia, na której było, jak byk napisane, że w Blanki wieku ważyłam tyle samo i miałam taki sam wzrost. Więc co się babo czepiasz do tego dzieciaka, to nie czasy kultywowania filozofii, że baba gruba chłopa chluba, pomyślałam. I odpuściłam.”
- Dziecko to też człowiek i ma swoje smaki. Do tej pory, okropnie się przejmowałam, że moje dziecko „wymyśla”, nie chce jeść warzyw, owoców… A zdecydowana większość jej diety, to nabiał… Wiadomo, dziecko powinno mieć zbilansowaną dietę. Ale to też mały człowiek! Jeden uwielbia mięsko, inny buły, jeszcze inny serki i nabiał. Warto przystać na takie kulinarne upodobania malucha, by całkowiecie nie zniechęcić go do jedzenia. Moja córka uwielbia mleczne produkty i buły. Ma czasem gorsze dni, np. z ząbkowaniem, kiedy nie walczę z tym wcale i śmiało podaję jej tosty z serem, które zawsze zajada ze smakiem,croissanta, albo serki. W inne, nieco lepsze dni zapodam jej kaszkę manną na mleku, albo jogurt z bananem, a do tosta przemycę brokuła, który jest jednym z niewielu tolerowanych przez małą warzyw, ulubioną bułę posmaruję delikatnie pastą z jajkiem i rybką. A dopiero jak ma lepszy apatyt startuję do niej z zupką, czy mięskiem… Grunt to zdrowy rozsądek, nie można sprawy całkowicie zbagatelizować, ale jak całe Wasze życie będzie toczyć się wokół jedzenia, to też niedobrze… I dla Twojej psychiki i dla apetytu dziecka, który uwierz mi, nie wzrośnie wraz ze zwiększeniem starań. Dziecko wyczuwa nawet najmniejszy przymus i się buntuje… Niestety, niejadek, to trudny przypadek. 😀
- Każdy mały człowiek ma swój zegar biologiczny… 😉 Tak, tak. Niewiele jest dzieci, które jadają, jak rozsądni dorośli, którzy chcą być „fit”- 5 niewielkich posiłków dziennie. Wsłuchaj się rytm dnia swojego dziecka i staraj się z nim współgrać. Warto. Tak samo jak dorośli, dzieci mają pory dnia, w których bardziej potrzebują jeść. Jeden maluch je spore śniadania i kolacje, a w ciągu dnia tylko skubnie to tu, to tam, inny woli zjeść porządny obiadek, a reszta posiłków jest niewielka. Ciesz się każdym kęsem, jest duża szansa, że dobra atmosfera zachęci dziecko do kolejnego… Skup się więc na jednym, dwóch najważniejszych dla Twojego dziecka posiłkach.
- Niejadek nie zje „na imprezie”! No niestety, u większości niejadków, problem tkwi w tym, że wszystko jest ważniejsze i ciekawsze od jedzenia. Jeśli Twoje dziecko, tak jak moje z pewnością nie przybiegnie po bułeczkę na placu zabaw, albo nie będzie zajadało się kanapką w przerwie zabawy „na piłeczkach”, to sprawa jest jasna. Dawaj posiłki tylko w momentach wyciszenia, np. tuż po drzemce, albo zaraz po porannym wstaniu, kiedy dziecko jeszcze się nie rozkręci. W innym wypadku z pewnością odniesiesz fiasko i tylko podniesiesz swój poziom frustracji.
- Suplementy są ok.
Zaraz zlinczują mnie w myślach wszystkie eko mamy, które stawiają sobie za punkt honoru, by dziecko nie jadło żadnej, nawet najmniejszej chemii, czy dosładzanych syropków. Owszem, fajnie jest mieć takie zasady, ale umówmy się, skutkują one jedynie przy „jadkach”, które rzeczywiście mają szansę wszystkie ważne składniki otrzymać w pożywieniu. Rozmawiałam z wieloma lekarzami i farmaceutami, którzy zgodnie przyznają, że w spadkach apetytu trzeba dziecko suplementować. Można podawać tran, preparat z omega 3, albo wielowitaminowy syropek. Ja tak robię i mimo, że mam niejadka, to w pełni zdrowego. I jestem duuużo spokojniejsza. A spokój matki paradoksalnie też poprawia apetyt malucha…




I jedno jest ważne – dzięki niejadkowi nigdy intelektualnie nie spadniesz w formie, bo sposoby na niejadka będą zmieniały się, jak w kalejdoskopie. Kombinuj dziewczyno! Ale na luzie… 😀
Blanka:
spodenki – Zara
top – second hand
opaska – DaWanda
kapelusz – Reserved
![]()
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

