Dzieciństwo rządzi się swoimi prawami. W pokoju dziecięcym musi być kolorowo, wesoło. Mam jednak sposób na to, by te szaleństwo okiełznać. Patchwork to dla mnie idealny sposób, by stylowo urządzić pokój dla malucha, tak by mu się podobał, pasował do wielobarwnych zabawek, a jednocześnie był po prostu ładny i cieszył oko. Zapraszam Was do królestwa mojej córki!
Nie powiem, żeby nie podobały mi się wymuskane, pastelowe pokoiki dla małych dziewczynek. Są po prostu śliczne! O ile nikt w nich nie mieszka… Sama swego czasu właśnie tak planowałam urządzić córce pokoik – już Wam go kiedyś pokazywałam, jeszcze z czasów niemowlęcych TU (klik) – Pastelowe królestwo vol. 1. Wtedy pokoik był praktycznie tylko pokazowy. Blanka bawiła się w nim, ale czym jest zabawa niemowlaka w porównaniu do zabawy prawie dwulatka… Nie ma rozgardiaszu, mnóstwa zabawek itp. W pewnym momencie, same pastele zaczęły mnie razić, bo gryzły się z wielobarwnymi klockami, lalkami, zabawkami edukacyjnymi… A przecież nie będę dziecku kupowała zabawek dopasowanych kolorystycznie pod pokoik, bo to jest jej świat i ma pasować pod dziecięce gusta. Dzieci lubią to co kolorowe, a nawet pstrokate… Przyszedł więc czas na zmianę koncepcji…

W pewnym momencie pojawił się pomysł – zrobię wszystko na biało, do białego pasuje każdy kolor, wiec będzie ładnie. No tylko takie sterylnie białe pokoiki są mało praktyczne, widziałam też, jak mało podoba się Blance nasza biała kuchnia, a jak zachwycona jest w bardziej barwnej sypialni. Poza tym trzeba byłoby przemalować ściany, a na to musiałby się znaleźć czas i wykonawca. 😀 Pomysł odpadł.
I wtedy tapeta w kratkę, która zdobi jedną ze ścian skojarzyła mi się ze stylem vintage w pokojach dziecięcych i młodzieżowych z zachodnich filmów w latach `90-tych, które uwielbiałam. Takie pokoje były w „Pełnej chacie”, „Alfie”, czy w „Beverly Hills 902010”. Pamiętacie? Pomyślałam sobie – super, mam sposób na kontrolowaną pstrokaciznę – łączenie intensywnych kolorów z pastelowymi, trochę retro akcentów, kratka, kwiatki, kropki – wszystko w jednym. Do tego patchworkowe narzuty i poduchy… Idealnie wpisuje się to nie tylko w gusta mojej córki, nie tylko pasuje do dziecięcych zabawek, ale też wpisuje się w styl naszego całego mieszkania, które jest takie trochę vintage glamour.



To wszystko wbrew pozorom pięknie łączy się z tymi najmodniejszymi akcentami z pokoików dziecięcych, które nabyłam wcześniej, jak tiulowe pompony, czy lampki cotton ball. Do pięknych, delikatnych kolorów, jak mięta, pudrowy róż, czy jasna szarość, dodałam troszkę czerwieni, fuksji, czy intensywnej niebieskości. Wydaje się, że to za dużo grzybków w barszczu, ale jednak nie. Jest wesoło, kolorowo, ale dalej delikatnie.
Oprócz takich dekoracyjnych niuansów zmieniło się sporo. Musieliśmy pokombinować, żeby w maleńkim pokoiku zmieniło się, jak najwięcej. Przeniosłam Blanki kuchnię dziecięcą z naszej kuchni do jej pokoju, bo już nie dawałam rady w tak wąskim pomieszczeniu podczas gotowania. Konieczne stało się też wstawienie małego biureczka, bo Blanka coraz częściej rysuje… Wybraliśmy biureczko z Ikei, które ma jedną, niepodważalną zaletę – schowek pod blatem, który pozwala uporządkować puzzle i kolorowanki.




Kolejna zmiana, to przekształcenie namiotu wiszącego, w baldachim. Blanka jeszcze nie ogarnia zabawy w namiocie. Służył jej tylko do chowania się przed nami i to było całkiem śmieszne. Niestety powstała też inna, niebezpieczna zabawa – rzucanie się z rozpędu na poduszki w namiocie i w efekcie walenie główką o ścianę znajdującą się tuż za namiotem. W nowej wersji jest jeszcze piękniej, ale i bezpieczniej…



I jak Wam się podoba? A jakie pokoiki mają Wasze maluchy?












mebelki, dywany, poduszki, narzuta na łóżko – Ikea
namiot – TeePee

