Bardzo często kupuję Blance ubranka w dyskontach. Nie raz już słyszałam od jednej, drugiej koleżanki – „Ja to nie wiem, jak ty te ciuszki wybierasz, ja tam kupię i po jednym praniu szmata…”. No to już tłumaczę, jakie mam kryteria. A jest ich dużo – skład materiału, sposób utkania, dobór odpowiednich szwów, barwniki, i wiele, wiele innych. Warto świadomie kupować ubranka, by posłużyły jak najdłużej i by były ponad wszystko bezpieczne dla dziecka! A wysoka cena wcale nie jest gwarantem jakości…
Ciuszki dziecięce są poddawane o wiele częstszym próbom, niż ubrania dla dorosłych. Dzieci się brudzą, tarzają po podłodze :D, ulegają ciągłym wywrotkom, upadkom. 😀 Dzieci to wymagający konsumenci modowi. A z drugiej strony mają jeszcze wrażliwą skórę, która wymaga materiału oddychającego, szlachetnego i delikatnego dla ciała. Ciężko jest znaleźć ciuszki, które będą jednocześnie wytrzymałe, ale przy tym komfortowe. Jak dodać jeszcze do tego kryterium ceny i fajnego wyglądu, sprawa staje się trudna. Ale kupienie takich ciuszków nie jest niemożliwe.



Tylko bawełna? Czy włókna chemiczne to samo zło?
Bawełna uchodzi za najlepszy materiał dla dziecięcej skórki. Jest delikatna, oddychająca. Dlatego ubranka w 100% z bawełny są idealne dla noworodków. Czysta bawełna jest też świetna na piżamki, podkoszulki, majtki. Jest jednak sporo wad bawełny, właśnie w odniesieniu do trwałości ciuszków. Bawełna się gniecie, wypycha i ma sporą skłonność do blaknięcia. Cenię więc jej zalety, ale nie daję się zwariować.
Starsze dzieci, bez problemu mogą już nosić ciuszki z domieszkami, które przedłużają trwałość ubrań. Na zdjęciach do tego posta, Blanka ma na sobie legginsy bawełniane z lekką domieszką elastanu, dzięki czemu nie tracą formy, po kilku kucnięciach. No właśnie, ale liczy się tutaj nie tylko kwestia składu materiału, ale też, na jaką część garderoby jest użyty, i czy jest dzianiną, czy tkaniną. Te pierwsze – rozciągliwe materiały (używane najczęściej do szycia legginsów, dresów, t-shirtów), muszą mieć domieszkę włókna elastycznego, jak lycra, elastan, czy stretch, bo inaczej dziecko będzie cały czas wyglądać, jak w piżamce. Drugie, bez problemu mogą być czystą bawełną, bo tkanina bawełniana ma swoją „klasę”, ale, jest jedno „ale”. Tkanina bawełniana bez domieszek sprawdzi się na bluzkach i koszulach, czy letnich sukienkach. Już spodenki nie będą trwałe w użyciu, właśnie przez wypychanie. Nawet dobrej jakości jeansy, oprócz bawełny, powinny mieć niewielki dodatek włókna uelastyczniającego. Tylko jak to jest z tymi domieszkami? Czy są bezpieczne?
Jakie włókna chemiczne wyróżniamy?
Włókna chemiczne ze składników naturalnych – czyli powstałe z tego, co daje nam przyroda, wymieszane już w procesie produkcyjnym. Takim włóknem jest np. wiskoza, uznawana za najbardziej szlachetny materiał chemiczny. Kupując dziecku bluzkę z wiskozy z pewnością zapłacisz mniej niż za bluzkę bawełnianą, bo jest to zwyczajnie włókno tańsze, ale ma bardzo podobne właściwości – jest przewiewne, dość delikatne, ale też, tak jak bawełna łatwo się gniecie.
Włókna chemiczne syntetyczne – czyli całkowicie, od podstaw stworzone przez człowieka. Może to zabrzmieć strasznie, ale podstawą produkcji tych włókien jest ropa naftowa, tak samo jak przy produkcji plastiku. Nie należy ich jednak aż tak demonizować. Włókna syntetyczne są potrzebne do podtrzymania trwałości ubrań i zmniejszenia wad włókien naturalnych. Każdy ma do tego inne podejście . Moje jest gdzieś po środku. Nawet na lato, dopuszczam domieszkę włókna syntetycznego mniej więcej do 20%, choć na te największe upały z pewnością ubiorę córkę w 100% bawełny. Ale np. na zimę, na wyjście, na bawełnianą podkoszulkę mogę jej założyć sukienkę poliestrową, która będzie bardzo trwała, niegniotąca, bo taki materiał nie wyrządzi wówczas jej skórze żadnej krzywdy. No właśnie to jakie wyróżniamy te włókna syntetyczne? Skupię się na 3 najczęstszych.
- Poliester. Uznawany często za najgorsze z włókien syntetycznych. Jest jednak wprost niezniszczalny, nie blaknie, nie wypycha się, nie gniecie. Mam w swojej szafie kilka bluzek poliestrowych, które od lat noszę i wyglądają jak „nówki sztuki”. Domieszka poliestru w ciuszkach dziecięcych bardzo przedłuży ich trwałość. Częsta nazwa zamienna poliestru to elana.
- Poliamid. Nieco bardziej się gniecie od poliestru i jest trochę bardziej podatny na blaknięcie (na słońcu). Ale jeśli chcemy kupić dziecku ciuszek w nasyconym kolorze, to bardzo możliwe, że będzie miał domieszkę poliamidu, bo to on pozwala w uzyskaniu bardzo wyrazistych barw. Poliamid ukrywa się też często pod nazwą nylon.
- Włókna elastyczne – używane najczęściej do ulepszenia włókien bawełnianych, czy lnianych, albo do produkcji rajstop, czy kostiumów kąpielowych. To elastan, lycra i stretch.




Droższe, czy zawsze lepsze?
Często spotykam się z twierdzeniami, że ubranka droższe są zdrowsze dla dziecka, bardziej ekologiczne i nie są efektem pracy taniej siły roboczej. Czy jednak zawsze? Wcale nie. A nawet rzadziej niż częściej. Nawet jeśli na metce jest napisane, że produkt został wyprodukowany w Europie, często na naszym kontynencie został tylko zszyty, a cały proces produkcji włókna, farbowania powstał w Bangladeszu, Chinach itp.. Za co więc płacimy? A często za marketing. Znane sieciówki muszą wydać masę pieniędzy na reklamy, sesje zdjęciowe, znane modelki, które prezentują ciuchy. W efekcie legginsy z linii basic, które kupimy za 19,90 niczym nie muszą się różnić od legginsów ze sklepu dyskontowego za 9,90. Oczywiście, jeśli nie zwracamy uwagi na szczegóły, jest mniejsze prawdopodobieństwo, że kupimy rzecz w sieciówce i zniszczy się po jednym praniu, niż jeśli obkupimy się w dyskoncie. Rzeczy w takich miejscach trzeba kupować rozważnie, ale nie jest powiedziane, że nie można kupić czegoś trwałego i taniego. I wcale nie robimy przy tym krzywdy dziecku kupując taniochę.
Czy wiecie, że po wielkiej kampanii Greenpeace – Detox Fashion wielkie marki sieciowe zobowiązały się do wyeliminowania toksycznych substancji z ubrań dopiero do 2020r.? I chodzi tu o ubranka z tak popularnych sklepów jak Zara, H&M, C&A, Marks&Spencer, czy Benetton, które mają w swoich ofertach ciuszki dziecięce, wyprodukowane z tych samych składników, co ubrania dla dorosłych. Ciuchy z sieciówek będą więc bezpieczne, ale dopiero za 4 lata. Jak na razie, istnieją linie, które oferują ekologiczne ciuszki, jak H&M Conscious, ale to tylko niewielka cześć tego, co jest na rynku. Warto zaznaczyć, że ciuszki z tej linii, w której H&M zobowiązuje się do produkowania samych eko ciuchów pojawiają się też bluzki ze składem 85% bawełny, 15% poliestru. Dla mnie to dobry dowód na to, że chemiczne włókna, które przedłużają trwałość ciuszków, nie muszą być samym złem, o ile są produkowane i barwione w odpowiedni sposób.
Dobrym rozwiązaniem są młode polskie marki tworzące ciuszki dla dzieci. Najczęściej używają one dobrych materiałów. Ale… Też nie należy „ufać” tu bezgranicznie. Dobre maszyny są drogie, zdarzyło mi się już kupić ubranka piękne, nietuzinkowe, z dobrych materiałów, które jednak zostały dość kiepsko wykończone i np. pękały na szwach. Ryzyko trafienia na takie jest jednak sporo niższe niż w przypadku nieprzemyślanych zakupów w sieciach, czy dyskontach.
Na co zwracać uwagę kupując ciuszki, by były trwałe?
Zdarza mi się kupować Blance droższe ciuczki, jeśli idzie za tym duża jakość. Bez problemu wydam więcej na ubrania wierzchnie, które córka nosi często, na buty, czy bieliznę. Ale z mojego doświadczenia nie na wszystko warto wydawać dużo kasy. Na prezentowanych tu zdjęciach są legginsy z Pepco za niespełna dyszkę, które były prane już kilkakrotnie i nadal wyglądają jak nowe. Na co więc zwracam uwagę?
- Jasne ciuszki są trwalsze. Ubranka dziecięce trzeba prać. Plamy widać zarówno na tych bardzo kolorowych, jak i na jaśniejszych. Z ta różnicą, że te w mocniejszych barwach będą szybciej traciły kolor podczas wielokrotnego prania.
- Szwy są ważne. Często znajduję fajne ciuszki w dyskontach, z dobrych tkanin, ale mające słabe szwy np. z nieelastycznych nici. Wiadomo wtedy, że taką rzecz szybko trafi szlag. Ale! Tanie sklepy mają to do siebie, że niektóre rzeczy „rzucają” byle jakie inne – w bardzo dobrej jakości. Po prostu na czymś zarobią więcej, na czymś innym mniej. Szwy są tu jednym z ważniejszych wyznaczników.
- Nadruki? Tak ale nie wszystkie. T-shirty dla dzieci bardzo często mają nadruki z napisami, obrazkami itp. Czasami to właśnie one „kuleją” jako pierwsze i rozlatują się już po pierwszym praniu. Nadruk też trzeba umieć wybrać. Upraszczając, zauważyłam, że są nadruki „suche” i takie bardziej „żelowe”. Te drugie są dużo trwalsze. Jak je rozpoznać. Wystarczy zgnieść w dłoniach taki t-shirt. Jak w miarę szybko wraca do normy – będzie trwały. Jak mocno się gniecie, najprawdopodobniej szybko zacznie odchodzić od materiału, czy popęka. Drugim sposobem jest delikatne naciągnięcie materiału w miejscu nadruku. Już wtedy widać na ile nadruk „współpracuje” z tkaniną.
- Domieszki włókien sztucznych przedłużają trwałość.
- Temperatura prania. Bardzo często jej nie sprawdzamy, a jest bardzo ważna. O ile bieliznę, podkoszulki i piżamy trzeba prac w wyższej temperaturze, o tyle większość pozostałych ciuszków trzeba prać w 40 stopniach, by nie zostały uszkodzone…






Blanka:
czapka, koszula, trampki – H&M
legginsy – Pepco
kamizelka – Cool Club/ Smyk
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
Dziecięca moda second hand? Czemu nie!
Klasyka dla mamy i córki – trencz!
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!
