Może to los pokarał, że przykładna matka na imprezie urodzinowej przykładnego ojca swego dziecka piła wino. 😀 I się owym oblała, a nawet więcej – wylała na siebie cały kieliszek. Na nowiuśką kiecuszkę! Masz ci babo placek…
Nie było czasu, a może impreza była zbyt dobra i jeszcze sporo niewylanego wina zostało, by zaraz sukienkę odplamiać więc wino sobie zaschło i się zadomowiło na mojej sukience. Ale się nie poddałam i wypowiedziałam wojnę tym plamom.
Czym wywabić plamę po czerwonym winie?
- Jest kilka sposobów. Jeśli to plama na białym materiale, najlepiej podziała na nią woda utleniona…
- Dobry sposób to także zasypanie świeżej plamy solą, wcieranie jej, namoczenie w zimnej wodzie i późniejsze wypranie.
- Działa też sok z cytryny, którym należy polać plamę, odczekać chwilę i wyprać.
- Na świeżą plamę z czerwonego wina podziała też zalanie i namoczenie w gorącym mleku.


Teoria, teorią. Ale zaschnięta plama to nie taka prosta sprawa. Nie zniknie, jak w reklamie… Może tylko znacznie się rozjaśnić. Więc przyznam się szczerze, poległam. Plamy, choć mało widoczne zostały. Miałam dwa wyjścia. Zostawić sobie kieckę na kiepską „podomkę”. 😀 Ale po domu wolę czyste dresy, niż nawet najlepszą poplamioną sukienkę. Mogłam też czymś zakryć te plamy. I wybrałam właśnie ten sposób.


Tylko czym? Głowiłam się dobre dwa tygodnie. Aż natchnęły mnie ostatnie zakupy. W wielu znanych sieciówkach, jak Zara, Mango, Mohito, czy Stradivarius pojawia się motyw naszywek, takich jakimi łatało się niegdyś dzieciom spodnie. 😀 Są teraz na sukienkach, bluzkach, koszulach, spodniach, torebkach, a nawet na butach. I już, już miałam grzać do pobliskiej pasmanterii, gdy zobaczyłam, że właśnie w Stradivariusie można kupić gotowe, świetne zestawy z naszywkami i przypinkami. Kupiłam więc świetne naszywki za niecałe 3 dyszki. Dokupiłam kilka w pasmanterii, bo te wino to mi kropeczek takich narobiło malusieńkich. Zagoniłam własną mamę, do roboty z naszywaniem – ona się na tym zna profesjonalnie, a ja to jakbym gacie zacerowała to całe się porwą, a szew zostanie. 😀 Ułożyłyśmy kompozycję śladami mojej imprezowej wpadki… I jestem modna do obrzydliwości. 😀 Jak Wam się podoba? 😉








Także ten… Spryciula ze mnie, co nie? 😀
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
Klasyka dla mamy i córki – trencz
Kochane kompleksy – dziękuję, że jesteście!
5 minut dla urody – codzienny makijaż mamy
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

