Szkoła rodzenia nie nauczy cię więcej niż książki, czy filmiki na You Tube… Ale mimo wszystko – warto! Dlaczego?
Przez kilka miesięcy, właściwie od połowy drugiego trymestru ciąży, chodziliśmy wspólnie z mężem na szkołę rodzenia. Ba! Mamy nawet imienny certyfikat wypisany na nas dwoje. Z pewnością pokażemy go Blance, gdyby za kilka lat miała jakieś zastrzeżenia do naszego rodzicielstwa. Jesteśmy rodzicami dyplomowanymi, więc niech nie podskakuje. 😉
Na tych wszystkich zajęciach, nie dowiedziałam się niczego więcej niż wyczytałam w książkach, naoglądałam się na You Tubie i nasłuchałam od wypytywanych szczegółowo kobietek będących mamami z rodziny i przyjaciół. Może to tylko moje subiektywne odczucie, bo mam obsesję kontrolowania wszystkiego i muszę mieć maksymalną wiedzę na temat, który akurat zaprząta mi głowę. A w ciąży ta potrzeba doinformowania bardzo się pogłębiła. Poza mną, były w grupie oczywiście brzuchatki, które słuchały wykładów z wypiekami na twarzy. Dlaczego mimo to jestem ogromną fanką szkół rodzenia?
1. Przyszły tata ma szansę bardziej „poczuć” ciążę
Nie łudźmy się. Nawet najbardziej zaangażowany przyszły tata, nie odczuwa tak namacalnie rychłego przyjścia na świat maleństwa. To nie w facetach bije drugie, maleńkie serduszko, to nie w nich płyną ciążowe hormony i przede wszystkim nie oni odczuwają słodkie kopniaki. Panowie – współczuję wam, ale z drugiej strony nie musicie też rodzić w bólach, więc głowa do góry. Wracając do tematu szkół rodzenia… Dzięki nim przyszły tata bardziej angażuje się w temat ciąży i porodu i zaczyna czuć się jego częścią. A to bardzo dobrze robi dla związku i późniejszego, wspólnego rodzicielstwa. Poza tym, panie położne prowadzące zajęcia bardzo obrazowo przedstawiają każdy etap porodu i w oczach naszych mężczyzn stajemy się jeszcze większymi bohaterkami. A to miłe!
2. Kontakt z innymi przyszłymi mamami – bezcenny!
Wyjątkowo miłym doświadczeniem dla ciężarnej jest kontakt z innymi przyszłymi mamami. A na szkole rodzenia masz ich „pod ręką” mnóstwo. Nikt tak nie zrozumie brzuchatki, jak druga brzuchatka. Bo choć można rozmawiać z koleżankami, które już ten stan mają za sobą, to nie to samo. Ciąża jest takim stanem, w którym żyjemy jakby w innym świecie, jesteśmy trochę jak „na haju”, więc później wcale tak dokładnie nie pamiętamy wszystkich odczuć, rozterek, trosk, radości… A tak zawsze przed i po zajęciach można sobie pogadać i odbyć cotygodniową terapię ciężarnych.
3. Oswajasz się z miejscem, w którym niedługo nastąpi najważniejsze wydarzenie w życiu!
I to jest chyba największy plus. Bo szkoła rodzenia ma dla mnie sens tylko wtedy, gdy ma miejsce w szpitalu, w którym zamierzasz rodzić. Po pierwsze, oswajasz się z osobami. To właśnie personel szpitala prowadzi zajęcia. Przed, w trakcie lub po porodzie z pewnością spotkasz te same twarze, co w trakcie zajęć. I choć panie położne, czy pielęgniarki noworodkowe rzadko kiedy pamiętają wszystkie ciężarne ze szkoły, warto się przypomnieć, bo mają wtedy dla rodzącej i noworodka jeszcze więcej uśmiechów. Po drugie, poznajesz miejsce. Zawsze jednym z elementów szkoły rodzenia jest „zwiedzanie” oddziału, bloku porodowego, sal poporodowych itp. A uwierzcie mi, w okolicach porodu, każda kobieta czuje się tak oszołomiona, często zlękniona i zdezorientowana, że każda znajoma twarz i poznane wcześniej miejsce jest na wagę złota.
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
12 domowych sposobów by poprawić płodność
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

