Tylko dla czytelników o mocnych nerwach – zdjęcia są drastyczne!
Tak naprawdę wygląda dom, w którym mieszka maluch…
To znak czasów. Wszystko co nas otacza, ma być teraz ładne. Ładni zadbani ludzie, żyją w ładnych wypucowanych mieszkankach, jedzą estetyczne dania i nawet jak gotują to w kuchni nie ma bałaganu. Taką bajkę sprzedają nam media, taką bajkę oglądamy też na większości blogów.
I, żebym została dobrze zrozumiana. Wcale nie jestem jakąś ogromną tego przeciwniczką. Blogi mają nam przecież dawać inspiracje lifestylowe, cieszymy nimi oczy, może czasami zmobilizujemy się, by i u nas coś zmodyfikować. Czytając kulinarne wpisy, myślimy o tym, jak tu lepiej, piękniej gotować, czytając blogi modowo, urodowe zawsze wpadnie jakiś pomysł na własny „tuning”. Ale umówmy się – parenting ma też dodatkowy, jak nie najważniejszy cel – pokrzepienie serc innych mam, innych rodziców. A to nie nastąpi, gdy będziemy zawsze prezentować wymuskane wnętrza, w których nawet siedzące dziecko, jego dresik i zabawki pasują do całości. Tak nie jest! I chyba nie odkryłam tutaj niczego nadzwyczajnego. Bądźmy ze sobą szczerzy. Każdy ma czasem w domu bałagan, zwłaszcza, jak jednym z domowników jest małe dziecko.
No więc proszę, tym razem jest z grubej rury… Choć nie ukrywam, że czasami robiąc w domu zdjęcia na bloga takie fragmenty ucinam, kadruję, jednym słowem ulegają cenzurze. Ale dość ściem. Prawda jest taka. Nasze mieszkanie przypomina najczęściej pobojowisko. Zwłaszcza poranki są najgorsze. Jak chcę wypić kawkę pozwalam rozwalać Blance zabawki w całym salonie, żeby mieć spokój. Nie sprzątam ich potem, bo nie warto – przecież będzie się bawić cały dzień. Czas na śniadanko? Mała idzie ze mną do kuchni i tam urzędujemy. Większość szafek jest obroniona przez zaczepy z Ikei, ale te szafki, gdzie nie ma nic względnie niebezpiecznego, bronią się same. Czyli, umówmy się, Blanka działa na całego. Wyjmuje garnki, siatki zakupowe, pieczywo… Efekt? Jak po huraganie. Dobra, śniadanie zjedzone, porządkujemy kuchnię. Czas na poranną toaletę mamusi. Idziemy do łazienki, gdzie Blanka rozrzuca kosmetyki ustawione na wannie, a wszędzie walają się jej zabawki kąpielowe, które często mają w sobie resztki wody z poprzedniej wieczornej kąpieli, więc i kałuży w łazience jest mnóstwo. Koniec, wychodzimy. Ale ojej, „ukradła” myjkę kąpielową i wala się z nią po podłodze w przedpokoju. Zabieram. O, ale jest też puste opakowanie po płynie do kąpieli. Dobra, niech się pobawi! I tak to opakowanie leży wśród zabawek przez kilka godzin, aż zapomni… Przy okazji czasami zajdzie do swojego pokoiku, porozwala książki, wyjmie kolejne pudło z zabawkami, je też porozrzuca po całym domu….
I przyznam się szczerze. Porządek jest u nas tylko wieczorami, jak mała śpi, albo przed przyjściem gości, bo wprowadzam jej wtedy ograniczenia na robienie pierdzielniku. Nie chodzę i nie zbieram tych zabawek co chwila, bo to syzyfowa praca. A z drugiej strony, dać się rocznemu dziecku bawić tylko kilkoma zabawkami w jednym czasie, to tak jakby zwalić sobie malca z różnymi dziwnymi roszczeniami na łeb, bo te dwie, trzy zabawki zaraz się znudzą. Wolę być mamą szczęśliwego malucha, żyjąc w spokoju i chadzając po domu slalomem… Takie są nasze realia. A jak jest u Was mamuśki? Też kiepsko? No to pocieszcie oczy naszym bałaganem i czujcie się rozgrzeszone!










