Niemowlaka to sobie wsadzisz do łóżeczka, kojca, leżaczka – bujaczka, krzesełka… Przypniesz i masz problem z głowy. A co z malutkim dzieckiem, co ma pierdyliardy dziwnych pomysłów, mało rozsądku, ale już sporo umiejętności?
…jak o tym myślę od razu przypomina mi się wizyta u znajomych, którzy mają 4 miesiące starszą córkę od naszej. Blanka miała wtedy 11 miesięcy, jeszcze nie chodziła, więc patrzyła na małą, rozlataną Alę, jak na zjawisko. A ta rzeczona dziewczynka potrafiła wspiąć się na taboret i tańczyć… W wieku 15 miesięcy, robiła to bardzo chwiejnie, ale z ogromnym entuzjazmem. Pomyślałam wtedy – „jak dobrze, że moja jest taka ostrożna i jeszcze nie chodzi”.
Phi! Ostrożna… To se zażartowałam. No cóż. Moje dziecko długo czekało, żeby nam zaprezentować swoje umiejętności chodzenia. Zaczęła chodzić, a raczej od razu biegać w wieku 13 miesięcy. Minęło zaledwie kilka tygodni, a już mogłaby iść na casting do cyrku. Może w rezultacie skorzystam… Coś się dorobi, wreszcie kupię sobie wymarzoną, kultową Chanelkę 2.55, której normalnie nigdy bym nie miała… 😀
A tak na serio, zdjęcia, które tu wam wrzuciłam to tylko 1% tego co wyczynia moje dziecko. No bo nie jestem matką wariatką, która robi dziecku zdjęcia, jak łazi po ścianach, zamiast stać z trampoliną. 😀 Ostatnio naprawdę zaczęłam się o nią bać. Z tego wózka dla lalek robi sobie deskorolkę… W trakcie świątecznych porządków, moja do niedawna pierdołowata, niechodząca córka, wspięła się w jednej chwili na ostatni schodek drabiny. Wystarczyło, że na chwilę odwróciłam się w drugą stronę. Jak ona tak szybko uruchomiła te umiejętności? A może w drugą stronę – czemu tak je ukrywała i uśpiła matki czujność?
Jak uchronić małe dziecko przed niebezpieczeństwami? Wciąż szukam odpowiedzi…
Blanka lubi też wszystko wiedzieć, więc ciekawa tego, co tam gotuję, łapie się za uchwyt od piekarnika, podciąga, zgina i nóżkami wspina, wyżej i wyżej… Masakra! U dziadków ma zabawki w wielkich plastikowych pudłach. Najlepszą zabawą jest wywalenie z nich zawartości, wywrócenie na bok, wspięcie się na drugi bok i podskakiwanie na falującym plastiku. W domu z kolei mamy klasyczna szafkę z Ikei, taką wąską z kwadratowymi półeczkami. Chyba ją zdemontuję, bo mała już próbuje traktować ją jako drabinę… Mogłabym tak wyliczać w nieskończoność. Jak chcę coś w domu zrobić muszę wkładać małą do kojca, ale z selekcją zabawek, bo potrafi już sobie zrobić taka wieżę z pudełek, książeczek itp. by próbować wydostać się na zewnątrz.
Z jednej strony martwię się o nią, ale z drugiej nie chcę być matką nadopiekuńczą. Chociaż wolę chyba jednak na zimne dmuchać… Blanka ma w sobie niebezpieczne geny… Ojciec wykonuje ryzykowny zawód, więc do końca „normalny” nie jest… 😀 A jej babcia, a moja kochana mamusia, przed ukończeniem roczku, wspięła się w niewiadomy sposób na kaloryfer, a z niego na parapet, co omal nie doprowadziło moich dziadków do zawałów serca. No strach pomyśleć, co by było, gdyby mieli otwarte okno. Pewnie na świecie nie byłoby ani mnie, ani tym bardziej Blanki.
Takich przypadków znam więcej. Matka koleżanki w wieku dopiero co skończonych dwóch lat, tak hasała po meblościance, że uwaliła całą na siebie i pół roku kurowała się z połamanej ręki i nogi. A mogło przecież skończyć się o wiele gorzej.
I znajdź tu matko spokój… Zostaje mi chyba tylko napar z melisy i wykombinowanie czegoś, żeby głowa mogła się kręcić dookoła…
Wy też macie w domu małych alpinistów i cyrkowców? Jestem ciekawa waszych doświadczeń… Opowiadajcie!
Jeśli spodobał ci się ten wpis, pewnie chętnie przeczytasz też:
To dobrze, że moje dziecko mnie denerwuje
Wnętrza w perfekcyjnym 😉 domu
Uuu! Boj się maluchu, bój!




