Karnawał właśnie się rozpoczyna… A rodzice też ludzie i mają prawo się zabawić! Jak przeżyć z dzieckiem na domówce? Mamy kilka sposobów!
No nie ma lekko! Nie oszukujmy się – impreza z dzieckiem, to nie to samo, co impreza bez dziecka. Ale też kompletnie nie zgadzam się z twierdzeniami, które słyszeliśmy kiedyś z moim mężem bardzo często – „korzystajcie z życia, bo z dzieckiem to już potem tylko siedzenie w domu”, „z dzieckiem się nie da”, „z dzieckiem to już tak nie będziecie ciągle latać po znajomych”. Tak z dzieckiem to już tylko czekać aż wyfrunie z domu i potem pogrążyć się w głębokiej depresji… Nam się to na szczęście na razie nie sprawdza i udaje się żyć normalnie, będąc rodzicami. Wiadomo, trzeba sobie wszystko zorganizować, jest inaczej, choć jedna osoba musi być „na czuwaniu”, bo dziecko samo sobą się nie zaopiekuje. Nie ma mocnych! Ale też może być fajnie. Jedyna pewna tutaj rzecz, to konieczność popatrzenia na malca, jak na drugiego człowieka. Emocje biorą nad nim górę i to całkiem normalne. Jak to zaakceptujemy i trochę spasujemy z zasadami, rytuałami itp., to zabawa będzie super. I dla was i dla maluchów!Więc, jeśli chcecie się czasem poczuć jak „dawni wy” choćby w paru procentach, to zachęcam do dalszego czytania.
No to do konkretów… Co zrobić, żeby nie zwariować na domówce z maluchem?
Dobierz strategię
Każde dziecko jest inne i wiadomo, że twoje, to ty znasz najlepiej. Ale warto dokładnie się zastanowić nad jego charakterem i temperamentem, przed wspólnym wyjściem na imprezę, lub zaproszeniem gości. Twoje dziecko to mały wariatuncio, który nie może przepuścić, żadnych atrakcji, chce być w centrum wydarzeń? Jest pełne emocji? Rządne wrażeń? Prawdopodobnie tak jak moja Blanka ma skłonności by z tej ciekawości świata się przestymulować. A taki mały człowiek, z nadmiarem emocji sobie po prostu nie radzi. Dlatego zauważyłam, że Blanka najlepiej sprawdza się jako współimprezowiczka, gdy cały dzień się wynudzi. Długi spacer z drzemką, siedzenie w kojcu, oglądanie pioseneczek dla dzieci na You Tube w foteliku do karmienia. Nuuudy! Ale dzięki temu jest gotowa przyjąć z pełnym entuzjazmem emocje, które czekają na nią wieczorem. Gdyby była zmęczona dniem z atrakcjami, i tak by nie usnęła prędko, bo przecież musi być kierowniczką zamieszania. Ale zmęczenie powodowałoby, że jej markotność wszystkim dookoła popsułaby humory.
Ale może twoje dziecko jest inne? Lubi spokój? Nie znosi dobrze obcych lub rzadko widywanych osób? Ma do tego prawo! Z obserwacji znanych mi dzieci widzę, że takiego malucha, warto wprost przeciwnie, w ciągu dnia zmęczyć, by na samą imprezę się pospało. Maluch nie ma niepotrzebnych emocji, których nie lubi. Za to rodzice cieszą się spokojnym wieczorem, gdy dziecko sobie słodko lula…
Odpuść rytuały…
Znam ludzi, którzy, cokolwiek by się nie działo kąpią dzieci, bo taki jest rytuał… Ubierają w piżamki, bo taki jest rytuał. Nawet będąc w gościach, czy przyjmując ich u siebie. I spoko, jeśli rzeczywiście jest sprawdzone, że dzieci bardzo tego potrzebują, jak jest kąpiel to od razu robi się senny nastrój.
Niestety większość dzieci, jakie znam, nie jest tak prosta w obsłudze. Dorośli męczą się, tracą co najmniej godzinę z imprezki, aby dokonać tych wszystkich wieczornych czynności, a dzieci mają to w nosie. Ba! Moja Blanka jeszcze bardziej się wtedy wkurza, jakby czuła presję, że ma iść spać. I wtedy wszystko jest na „nie”, nawet smoczka nie chce ssać, choć z nim wieczorami jest dużo bardziej znośna, bo przecież może ją wprowadzić w senny nastrój i coś ciekawego ją ominie. I tak, rodzice są wybici z rytmu, a dzieci jak gdyby nigdy nic, walają się w tych piżamach po podłodze i ani myślą o spaniu. Po co to?
My Blanki nie kąpiemy w trakcie spotkań, ba, nawet nie ubieramy jej w piżamkę. Zawsze ma na sobie coś wygodnego, tak że jak już podda się, padnie mi na rękach i śpi może śmiało i komfortowo „dolulać” do rana. :D… Jesteśmy bardzo paskudnymi rodzicami? No nie wydaje mi się, że jest aż tak źle… 😉 W każdym razie, mała wygląda na bardzo z nas zadowoloną. 😉
Na chwilę zrezygnuj z perfekcji…
Na co dzień wyliczasz dziecku każdą minutę spędzoną na oglądaniu bajek, nie dajesz do jedzenia smakołyków? Gratuluję, jestem jak najbardziej za! Ale, jak masz czasami ochotę się rozerwać, dziecko z pewnością nie doliczy się tej dodatkowej pół godziny spędzonej przed telewizorem i jak zje kilka chrupków kukurydzianych więcej, albo nawet, olaboga, chipsa, albo frytkę, to też świat się nie zawali.
Ja wierzę w inteligencję mojego dziecka i w to, że rozróżnia, zwyczajne codzienne sytuacje od tych bardziej świątecznych. Do tej pory się nie zawiodłam. Pewnie ty też się nie zawiedziesz na swoim maluchu! 😉 Można oczywiście być perfekcyjnym rodzicem non stop, ale to grozi tym, że zamiast gadać z przyjaciółmi, będziesz w tym czasie czytać dziecku wierszyki, zabawiać go na podłodze zabawkami, albo ganiać z łyżką zupy, za którą nie przepada po całym domu…
Myślę, ze trochę chilloutu dla nas i dla maluchów, nikomu nie zrobi wielkiej krzywdy.
Nie konkuruj
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że rodzice w towarzystwie rodziców zachowują się czasem, jak na zawodach o tytuł idealnego opiekuna. Zwłaszcza my, matki tak mamy. Panowie to zazwyczaj nie mają problemów z wyluzowaniem. Wtedy każda pilnuje tylko, żeby się sprawdzić, woli nie przyznawać się, że puszcza dziecku bajki, że daje czasem coś „niezdrowego” do jedzenia. Nikt przecież na swoje dzieci nie krzyczy, nikt nie wkurza się… Zamiast dobrze się bawić, odstawiamy popisówę. Trudno w ten rytm nie wpaść, a bez niego jest o wiele przyjemniej. Więc nawet jeśli twoja koleżanka karmi dziecko metodami BLW, gotuje ekologicznie itp., ty nie musisz się przy tym wstydzić, że czasem dasz malcowi coś słodkiego, albo nakarmisz go szybko samą zupą, bo nie masz czasu, albo nie chce ci się sprzątać. Każdy rodzic jest dla swojego dziecka najlepszym, bez sensu jest ten cały konkurs pedagogicznych talentów. Tylko psuje atmosferę.

Koła ratunkowe
Jeśli macie takiego mocnego zawodnika, jak moja Blanka który nie chce się położyć w ogóle, jest już 1 w nocy, a dziecko zdaje się chcieć dotrwać do końca imprezy to… Po pierwsze nie panikujcie. Są tego plusy. Dziecko dłużej pośpi z rana i da wam wypocząć. No ale nie można też małego organizmu całkiem przemęczyć, nawet jeśli dziecko wydaje się „niezniszczalnym imprezowiczem”. Warto jednak spróbować położyć je spać. Blance kiedyś wystarczało wyjście do drugiego pokoju, przytulasy i koło 22-23 spała.Teraz na taką próbę reaguje histerycznym płaczem, wprost wyciem, jakby była obdzierana ze skóry. Dlatego nigdzie z nią nie wychodzę… Jak widzę, że trze oczy, ziewa, tak po prostu biorę ją na kolana, nie każę się pokładać, ona sama to robi z czasem i po kilku minutach, w których wydaje jej się, że bierze udział w dyskusji dorosłych, zasypia bez spiny i protestów.
Pomocne jest przy tym przygaszone światło, cichuteńka muzyka w tle i nieco mniej szumna atmosfera. No cóż, rodzice „imprezują” inaczej, ale też im się coś od życia należy!
A jak jest u was? Jak wasze dzieci znoszą towarzyskie spotkania? A może wcale nie rwiecie się do wychodzenia na domówki z małym dzieckiem i wolicie spokojnie poczekać jak podrośnie? Albo korzystacie ze wspaniałej instytucji „dziadków” i „cioć” i wychodzicie sami?
Jeśli spodobał się wam ten post, pewnie chętnie przeczytacie też: