Rodzicom też się coś od życia należy. Czasami chciałoby się pójść z dzieckiem do restauracji. Tylko jak to zrobić, żeby wizyta z maluchem w takim miejscu nie była katorgą dla obydwu stron i przy okazji udręką dla obserwatorów? Ostatnimi czasy przetestowaliśmy Blankę w knajpianych warunkach na wszelkie możliwe sposoby. Oto spostrzeżenia.
Jestem rodzicem i lubię spędzać czas z moim dzieckiem. A jednocześnie, lubię żyć w miarę możliwości podobnie do tego jak żyłam kiedyś. Było nam z mężem po prostu fajnie. Nie wyobrażam sobie, żeby z tego powodu, że jesteśmy rodzicami, zrezygnować z wyjść „do ludzi”. Wprost przeciwnie, wydaje mi się, że aby wychować normalnego, społecznie zdrowego człowieka, trzeba oswajać malucha z różnymi sytuacjami. Takim jest właśnie wyjście do restauracji.
Mimo to, nie mam nic przeciwko strefom wolnym od dzieci w restauracjach. Rozumiem, że ktoś może chce zjeść w spokoju, bp ma akurat randkę, ktoś inny może nie lubić dzieci, albo wprost przeciwnie, chciałby je mieć, a nie może i widok maluchów po prostu boli. W sumie może i sama bym skorzystała, bo jak tylko widzę rodzinę z dzieckiem będąc na randce „bez dziecka” z mężem, to zżerają mnie wyrzuty sumienia. W każdym razie, jak tylko możemy, wybieramy miejsca przyjazne dzieciom, by nie denerwować siebie i innych. Ale nie zawsze się da. Na przykład na wakacjach, gdzie jest mocno ograniczona ilość knajpek… Co więc zrobić, by pobyt z dzieckiem w restauracji był jak najmilszy?



1. Zapytaj wujka Google
Gdziekolwiek jesteśmy, są restauracje lepiej i gorzej dostosowane do dzieci. Czasem trudniej odnaleźć te z kącikami dla maluchów i wtedy czas pogrzebać w internetach. Nikomu nie trzeba chyba opisywać, jaki to luksus, kiedy spokojnie możemy zjeść i pogadać, a dziecko radośnie bawi się i daje pożyć. Warto więc wyszukać miejsce idealne dla rodzin. Ale to jest tylko wisienka na torcie. Niestety wciąż spotykam się z restauracjami, gdzie nie ma przewijaka, albo jest tylko jedno krzesełko do karmienia… Lepiej zaoszczędzić sobie rozczarowań i dobrze się przygotować do wypadu z dzieckiem do restauracji.
2. Rezerwuj stolik
Miejsca dostosowane do dzieci są mocno oblegane, bo wciąż jest ich jak na lekarstwo. A gdy restauracja proponuje nam takie cuda, jak weekendowe animacje dla dzieci, to o spontanie nie ma mowy. Wiadomo, że życie „dzieciatych” jest dużo bardziej przemyślane i zorganizowane od życia bezdzietnych. Planowanie się przyda. Nawet jeśli chodzi o restauracje bez dziecięcych bajerów, można sobie wybrać stolik przy którym swobodnie postawimy wózek itp. itd. …
3. Menu jest ważne
Przy wyborze knajpki na wypad rodzinny warto uwzględnić też menu. Nie chodzi mi tutaj tylko o dania dziecięce, choć to ważne, bo wiele dobrych restauracji wciąż proponuje maluchom tylko fast food. Chodzi mi generalnie o specjalizację kulinarną restauracji. To bardzo ważne. Dla rodziców małych obżartuchów, bo będą miały co podjeść, a to zapewni im komfort, a rodzicom spokój. A dla rodziców niejadków, bo spadnie im kamień z serca, jak dziecko się posili. Nasza Blanka lubi najbardziej kuchnię polską, albo włoską. I choć my uwielbiamy kuchnię azjatycką, to z Blanką się w takie miejsca nie wybieramy, bo nie ma sensu.



4. Drzemka „przed” to must have
Wiadomo. Niewyspane dziecko = marudne dziecko. Sprawdziłam to już wielokrotnie. Chociażby 15 minut drzemki w samochodzie poprawia małej nastrój tak, że wrzuca na luz, jest radosna i wypad jest bardzo miły.
5. Duperelki w zanadrzu
Wiadomo, że nie w każdej knajpce jest kącik dla dzieci. Tak było np. w trakcie naszego ostatniego pobytu w Zakopanem. Karczmy przepełnione, więc trzeba było iść tam, gdzie wolne miejsca. Czytaj – nie było mowy o przyjaznych rodzicom knajpkach. Pewnie też dlatego, że tam gdzie są turyści, tam i tak będzie popyt, a zamiast kącika dla dzieci, restauratorom bardziej opłaca się wstawić dodatkowy stolik. Trudno. I na to znalazła się metoda. Zawsze miałam ze sobą kosmetyczkę z małymi laleczkami, niewielką ilością klocków Lego, puzzlami, kredkami i kolorowanką. Blanka ją pokochała i „wypuszczona na wolność”, chwaliła się jej zawartością innym gościom restauracji. 😀
6. Przebieżka musi być
No właśnie, a propos tej wolności. Każdy maluch cierpi na „zglądactwo”. Nie da się więc przeżyć w knajpce bez oprowadzenia malucha, pokazania wszystkich obrazków na ścianach, czy pozwolenia na mały rajd między stolikami. Wszystko w granicach rozsądku oczywiście. Ale chciało się mieć dzieci, trzeba się dostosować… 😀 Bo inaczej w malcu może się nagle obudzić mały terrorysta… 😉 I nikomu nie będzie przyjemnie!


I to by było na tyle.
A jakie są Wasze sposoby na miłe spędzenie czasu z dzieckiem w restauracji?
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
5 sposobów na naukę mycia zębów
8 patentów na przyjemną podróż z dzieckiem
7 życiowych rad dla mam niejadków
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

