…jak matka! Oj tak, dość narzekania. Z dzieckiem popołudnia to bajka w porównaniu do realizacji ciężkich projektów i gadaniny szefa nad głową. Ja je uwielbiam! Oto mój przepis na cudne popołudnia + mały bonus, żeby stały się one jeszcze lepsze.
Wszędzie ciągle słyszę i czytam, ze wieczór to czas dla matki bezcenny. Wreszcie dzieci śpią i można sobie trochę odetchnąć. Może i tak. Ale w naszym domu z pewnością najmilsze są popołudnia. Ja je uwielbiam. Są wolne od porannego pośpiechu, ale i od wieczornej konieczności odpoczywania po ciężkim dniu. Jesteśmy razem, Blanka się bawi, a ja relaksuję. Chcemy to idziemy na spacer, chcemy to zostajemy w domu i leniuchujemy. Jesteśmy już po porannym rozbudzaniu, ja po śpiesznie wypitej kawie byleby nie paść na twarz po ledwo przespanej nocy, mała przebrana z piżamki, nakarmiona ulubionym budyniem… Ale jesteśmy też przed wszystkimi bardziej lub mniej miłymi obowiązkami wieczornymi. Przed kąpielą, kolacją, godzinnym lub dłuższym usypianiem, szykowaniem wody na mleko na poranek i herbatki, żeby była gotowa już tuż po przebudzeniu… Wieczory są ok, ale mam wtedy siłę tylko, żeby zlegnąć na kanapie i obejrzeć z mężem jakiś dobry film. W popołudnia jestem w najlepszej formie! Zrelaksowana i czerpiąca całkowitą przyjemność z bycia mamą.A to dzięki mojej córce… Kiedy byłam jeszcze pełnoetatowym pracownikiem korporacji popołudnia były najgorsze, choć lubię moją pracę. Już zdążyłam się zmęczyć od rana, a do powrotu do domu jeszcze kilka godzin… Południe było moją najmniej lubianą porą dnia.
Teraz popołudniami rozwalamy masę zabawek na podłodze, ja robię sobie wypasioną kawkę (nie zalewajkę, byleby szybciej przyswoić odpowiednią ilość kofeiny) i piję, delektując się smakiem mojej domowej latte i patrząc z ogromna przyjemnością na mojego beztroskiego brzdąca. I wiecie co, ja wtedy też jestem beztroska! To miłe uczucie. Kocham południe, zwłaszcza weekendami, jak w domu jest też nasz „rodzynek” mężuś i tatuś! Mamy wtedy czas tylko dla nas, słońce świeci najintensywniej, to najmilszy moment dnia… Warto zwracać uwagę na takie małe rzeczy. Ona tak naprawdę cieszą najbardziej.
A teraz mały bonus, czyli przepis na moją cudowną kawkę!
Domowa latte bez ekspresu
Wystarczy mleko, sypana kawa, zwykły dzbanek i spieniaczka do mleka (moje są z Ikei). Kawę zalewam wrzątkiem i odczekuję, aż się zaparzy. Mleko podgrzewam a następnie spieniam w wysokiej szklance tak by pianka miała ok 2 cm. Później powolutku wlewam zaparzoną fusiankę do szklanki. Powstają przepiękne warstwy. Dla smaku posypuję piankę cynamonem i kakaem. Mniami! Na zrobienie takiej kawy nie miałabym siły o poranku. Cudo!
A żeby było jeszcze cudowniej, do kawki czasem serwuję sobie wyciskany sok z pomarańczy i domowe ciasto. Na zdjęciach brownie bezglutenowe, które pokochała cała nasza rodzina z Blanką na czele! Przepis już niedługo wam pokażę…








