Życie we dwójkę to wygoda i możliwość pełnego bycia razem. Wspólne leniwe poranki, romantyczne wieczory, spontaniczne wyjazdy, szalony seks… Dziecko to dopełnienie szczęścia, ale i… komplikacja tego spokojnego życia. Jak wygląda miłość rodziców? Jest tu miejsce na slow love, bez stresu, pośpiechu…?
Wspólne życie kobiety i mężczyzny będących też mamą i tatą, bez spiny i wszechogarniającego bałaganu. Ideę slow life da się wprowadzić w życie rodziny z małymi dziećmi? Wierzę, że tak. Ale co z miłością tych dwojga, wspólnym czasem, czułościami? Czy slow love rodziców, to nie jakaś totalna abstrakcja? Da się być wychillowaną parą i rodzicami jednocześnie?
Kiedy zaczynałam o tym myśleć od razu przypomniał mi się film, który oglądałam z mężem dość niedawno – „Sekstaśma” z Cameron Diaz. Luźna komedia, która jednak pociesza rodziców umęczonych swoim życiem w pośpiechu, ale i daje do myślenia. Główni bohaterowie to mama i tata, żona i mąż. Ich dzień wygląda dość chaotycznie. Rano pobudka, pędem śniadanie, odwożenie dzieci do szkoły i przedszkola, zakupy, praca, gotowanie, szumne posiłki, wariackie wieczory, położenie dzieci spać… A potem przysypianie przy wspólnym seansie filmowym, przed snem chęć na seks, po przebudzeniu rozczarowanie „Ojeju, znowu usnęliśmy? Dobra to jutro.”. I od nowa, rumor przy śniadaniu, i tak dalej, i dalej… Brzmi znajomo? Czemu mnie to nie dziwi? Filmowa para znalazła na to kontrowersyjny sposób. By przełamać rutynę, nagrała sekstaśmę, która później wpadła w niepowołane ręce…
Nie, nie będę Was do tego tutaj namawiać. 😉 Niech każdy sobie nagrywa co tam chce… 😀 Ale, tak na serio, co zrobić, żeby będąc wspólnie rodzicami ukochanych małych istotek, jakoś miło razem żyć we dwoje, zatrzymać się na chwilę, pobyć tylko ze sobą, wrócić choć na parę godzin do tego, jacy byliśmy kiedyś. Ciężka sprawa… A jaki był wasz związek przed narodzinami dziecka? Tego pierwszego, tego kolejnego…? Nasz był bardzo przyjemny. W weekend długie i leniwe poranki z piciem kawy i jedzeniem śniadania w łóżku, wieczory przez cały tydzień zaczynające się już o 19 z lampką winka i dobrym filmem, spontaniczne wyjazdy, imprezy do białego rana, a później spanie do południa i obiad w restauracji, bo gotować się już nie chciało… No bajka! A jednak czegoś brakowało, a raczej kogoś. Teraz jest Ona, najukochańsza córka, na punkcie której obydwoje oszaleliśmy. Ale pojawia się też czasami tęsknota za tym, co było kiedyś. To normalnie, my tak mamy i wy na pewno też.
Jak sobie z tym radzić? Każda para, prędzej czy później, znajdzie jakiś swój sposób. Są dziadkowie, ciocie, wujkowie, zawsze pewnie znajdzie się ktoś, kto pomoże wam odetchnąć, zajmie się dzieckiem, żebyście wy mogli poczuć się przede wszystkim, jak kobieta i mężczyzna, a nie tylko jak mama i tata. Choć, wraz z biegiem czasu, i rośnięciem dzieci w zastraszającym tempie, te sposoby wymagają ciągłej modyfikacji. Znam małżeństwo, które zostawiło 4-miesięczne dziecko u dziadków i wyjechało na romantyczny weekend do Rzymu. Robią tak nadal, a mają dwuletniego malca, dla którego weekend sam na sam z dziadkami nie jest niczym strasznym, ani dziwnym. Ale znam też parkę, która niemal od początku podrzucała swojego synka co jakiś czas na wieczór do babci, cioci. Wszystko było dobrze, dopóki dzieciaczek nie zrobił się bardziej kumaty i w wieku kilkunastu miesięcy został z ciocią na weekend, a mama z tatą wyjechali do SPA. Niby towarzyskie dziecko, przyzwyczajone do nieobecności rodziców waliło głową w ścianę cały wieczór i wciąż krzyczało, „mamaaaa, tataaa!”. Dzieci to bezustanna zagadka, która nawet jeśli myślisz, że ją rozwiązałaś, zaszyfrowuje się na nowo. Będąc rodzicami, spokojne pobycie razem, to prawdziwe wyzwanie… U nas też bywało różnie.

Blanka bardzo rzadko zostaje z dziadkami. Po prostu lubię, gdy jest z nami. Zostawała z nimi kilka razy sama na wieczory, albo nawet „na nockę”, jak byłą malutka i ku mojemu zdziwieniu, właśnie wtedy nie miała z tym żadnego problemu. Później, jak mała zbliżała się do pierwszych urodzin, mąż i moja mama (tak, tak), namówili mnie na „podrzucenie” małej na weekend do dziadków i małżeńskie porandkowanie. Było miło, spacer, kino, kolacja i to przez dwa dni… Ale dziwnie wracało się do domu, w którym pachniało dzieckiem, a dziecka nie było. Gdy cała stęskoniona wyczekiwałam, jak znowu utulę córeńkę, ta dała mi bardzo dużą karę za moje postępowanie. Przecież, jak mogłam ją zostawić? 😉 Uwaga, uwaga! Takie małe dziecko się obraziło. Nie chciała do nas podejść, po czasie wybaczyła tacie, ale on przecież często bywa poza domem, więc do jego nieobecności córka jest już przyzwyczajona. A mamusia była zawsze, więc to na nią postanowiła się obrazić. Patrzyła na mnie z wyrzutem, płakała i wyrywała się jak brałam ją na ręce. Poryczałam się, jak bóbr. Chociaż wiecie, co? Wyszło nam to na dobre. Ja pobyłam z mężem, a moje dziecko chyba zaczęło wtedy bardziej doceniać, że mama jednak jest, paradoksalnie, po tym obrażeniu pewnie wynikającym z tęsknoty, zrobiła się z niej taka „mamicórka”.
Wyszło na dobre, ale od tego czasu nie zostawiam małej na noc. Najwyżej na wieczór. Babcia ją ulula, a my wracamy późnym wieczorem i rano już jesteśmy wszyscy razem. To komfortowa sytuacja dla całej naszej trójki.
Ale przecież dziecka nie trzeba zostawiać, żeby pobyć razem we dwoje. Od czego jest noc i sen malca? Oj zaraz pewnie pomyślicie, „Głupoty gada, dzieci mają czujnik i jak się chce coś porobić, to akurat nie usną, budzą się w nocy i robią problemy”. Wbrew pozorom w tej sytuacji ideę powolnościowego życia, ale i miłości uda nam się wprowadzić, jak się dobrze zorganizujemy. Owszem, czasem coś pójdzie nie tak, ale warto się starać. Mój przepis na romantyczny wieczór w domu? Flirtujcie ze sobą cały dzień, tak jak kiedyś, piszcie do siebie miłe maile, smsy. Wystarczy tylko chwila w ciągu dnia, by dużo między sobą zmienić na lepsze. Skróćcie popołudniową drzemkę dziecka. Wtedy zwiększa się prawdopodobieństwo, że malec wcześniej, szybko i mocno zaśnie. Zaplanujcie wszystko, ale nie nastawiajcie się, żeby później nie było frustracji. Czasem, bez planowania, wieczór przelatuje przez palce i niby jesteście razem, ale jakby osobno, prawda? Jedno siedzi przy komputerze, drugie przy tablecie, chwile są roztrwonione. No to zorganizujcie się! Jaki film obejrzycie, co będziecie jeść na tej romantycznej kolacji. A może jakieś wspólne wieczorne gotowanie? Może wspólna kąpiel? Może masaż? Miła muzyka, światło świec… Pochowajcie wszystkie zabawki „pokitrane” w salonie przez malca. Niech wieczory będą tylko wasze, tak by poczuć się kobietą i mężczyzną, a nie tylko mamuśką i tatuśkiem. Z pewnością macie swoje ulubione rytuały sprzed bycia rodzicami. Powróćcie do nich. Starajcie się i dla siebie i dla dziecka. Szczęśliwa para to najlepsi rodzice na świecie. Z takimi naładowanymi akumulatorami, dużo łatwiej będzie wam stawać przed kolejnymi wyzwaniami dnia z maluchem.
Łatwo się mówi, trudniej robi… Ale warto się starać codziennie, wtedy na pewno choć jeden wieczór na kilka pozostałych, będzie tylko WASZ, spokojny, romantyczny, czuły! 😉 Nasz wczorajszy był utrudniony, bo mała miała nieplanowaną drzemkę na spacerze i usnęła dopiero o 22. Ale dzięki dobrej organizacji wygospodarowaliśmy choć dwie godzinki dla nas. A Wy, jakie macie sposoby na rodzicielskie SLOW LOVE? 😉
Jeśli spodobał ci się ten wpis, to pewnie chętnie przeczytasz też:
Ten post to część blogowego wyzwania Magdy z bloga
Save the Magic Moments. Zaglądajcie tam po inne inspiracje do wprowadzanie slow life, powrotu do celebracji życia, nie tylko Magdy, ale też innych bloggerów (Magda organizuje linkowanie pod swoimi postami).
#tydzieńsafethemagicmoments