Tak, codziennie staram się mieć godzinę, półtorej dla siebie. I przy tym zajmuję się dzieckiem na pełen etat. I to nie wieczorem, kiedy śpi… Mam się wstydzić?
Rano przez pół godziny piję spokojnie kawę i oglądam serial, a po jakimś czasie biorę kąpiel, myję i układam włosy, maluję się. W międzyczasie poczytam sobie gazetkę, posiedzę w internecie. Biedne to moje dziecko? Ano, nie! Bo przy tym też się nieźle bawi.
Mam wrażenie, że mimo zmieniających się czasów, wbrew pozorom, macierzyństwo nie wyzwoliło się w pełni. Nie wiedzieć czemu, czujemy się zobowiązane do uprawiania dwóch typów bycia mamą. Bohatersko-perfekcyjnego, albo usłużnie-misyjnego. Jedno i drugie ma zapisane w podtekście „poświęcenie”. Można np. chodzić rozczochraną, bo zajmowanie się dziećmi jest ważniejsze, albo można z samego rana wstać, żeby ułożyć fryzurę zanim dzieci jeszcze wstaną i przez cały dzień chodzić niewyspaną. Czy żeby być dobrą mamą trzeba się poświęcać? No… moim zdaniem nie! I od razu zaznaczam. Nie, moje dziecko nie jest aniołkiem. Każdy posiłek zajmuje nam godzinę bo jest niejadkiem, a drzemka w ciągu dnia nie będzie miała miejsca bez przytulenia do cyca, przez co cyc i ja jesteśmy unieruchomieni przez dobre 2 godziny. I to też trochę zaburza porządek dnia, a jednak staram się dawać radę być oprócz bycia mamą też kobietą całkiem podobną do tej sprzed roku, dwóch lat, kiedy to Blanusi nie było jeszcze z nami. Bo lubiłam swój świat i chce, żeby taki pozostał, z wielkim udoskonaleniem w postaci dziecka.
Ciągle słyszę w tym temacie stwierdzenia z którymi się nie zgadzam. Na podwórku jedna z mam opowiada reszcie, jak to była na imprezie i dziecko ubrudziło ją kaszką. Dziecko, które najwyraźniej też ucierpiało, przebrała, a sama chodziła brudna. Pytam więc, skoro dla dziecka wzięła ubranie na przebranie bo często się brudzi, to czemu nie wzięła go dla siebie. Uzyskałam wymijającą odpowiedź. Wydaje mi się, że z tą plamą czuła się lepszą matką. Manifestowała swoje bohaterstwo przy zajmowaniu się dzieckiem. No przepraszam, ale ja wolę wyglądać nawet jak matka wyrodna, ale czysta. Przykładów wyglądu i zachowania typowej matki, które kobiety same o sobie głoszą mogłabym mnożyć i mnożyć… Matki mają związane włosy, bo przecież dziecko może pociągnąć. Podobnie jest z brakiem biżuterii, a już broń Boże kolczyków… Matki jedzą zimne obiady i piją zimną kawę, no bo dzieci… Matki nie malują paznokci, nie układają fryzur, no bo czasu nie ma. Matki nie czytają książek, gazet, nie mają czasu na filmy i seriale, a nawet na internet. Serio? Dziwne tylko, że tak nas wiele na forach, Instagramie, Facebooku, czy nawet w blogosferze. I nie wszystko to dzieje się nocą, jak dzieci śpią!
Ach, być może mnie tutaj zlinczujecie, ale uważam, że dzieci to (tak, tak) mali LUDZIE. I można z nimi współistnieć, nie trzeba się podporządkowywać. Ba, nawet nie wolno!
Jak więc wygląda moje współistnienie z małym dzieckiem? Rano wstajemy, Blanka je śniadanko, jak zje to mamusia robi sobie kawkę. Dziecko wtedy odpoczywa w krzesełku do karmienia, żeby przez chwilę sadełko (o nie, niestety sadełka nie wyhodowałyśmy) się zawiązało. Jak mamusia wraca z kawką, to ją pije, CIEPŁĄ, a dziecko w tym czasie może sobie zrobić zabawkowy armagedon na podłodze. To jest naszych codziennych kompromisów punkt pierwszy. Ja chodzę slalomem między zabawkami, a ona daje mi wypić kawkę. Czasami nawet dwie, bo kofeina uzależniła mnie okropnie… Potem furę zabawek trzeba posprzątać, bo Blanusia jest jeszcze za malutka, ale coś za coś…
Kulturalnie i społecznościowo też nie jestem „opóźniona” z powodu macierzyństwa. Fakt, Blanka jak tylko zobaczy gazetę, czy tableta zaraz dotyka, naciska, wyrywa kartki. No, nie da się. Ale na to też są rozwiązania. Od czego wymyślono kojce? Jedna z drugą, zaraz pomyślą, że to więzienie dla dziecka. Tylko, że dziecko jako człowiek też potrzebuje się wyciszyć a nie mieć 24h na dobę wrażenia, bo będzie przestymulowane. Dlatego może nie codziennie, ale raz na jakiś czas, jak mi się chce wychillować, aplikuję Blankę do kojca, wrzucam jej kosz z dawno nie widzianymi zabawkami i mam czas dla siebie. Raz mała pobawi się w kojcu godzinę, raz półtorej, a innym razem tylko 15 minut bo już chce wyjść. I wychodzi, nie trzymam jej tam na siłę. Ale czas dla siebie mieć próbuję, zamiast narzekać, że go nie mam.
Co z „pindżeniem”? Ano tak, codziennie się maluję i nawet głowę myję codziennie. Moje dziecko w tym czasie wesoło bawi się zamknięte ze mną w łazience. Jest bezpiecznie, bo wszystko co niebezpieczne przeniosłam do szafek ściennych, a i większość szafek w zasięgu łapek Blanki pozaczepiałam magicznymi paskami z Ikei. W czasie moich codziennych zabiegów, by ludzi nie straszyć, córcia wesoło bawi się wszystkim tym, co wydaje jej się, że zdobyła, a w rzeczywistości mamusia jej nie schowała, żeby miała radochę. Oj, jaka ona jest wtedy rozradowana! Wcześniej było podobnie, tylko, że zamiast eksplorować łazienkę, Blanka huśtała się w leżaczku-bujaczku, który taszczyłam ze sobą w każde możliwe miejsce w domu. I tu naszych kompromisów punkt trzeci.
Co jeszcze lubię robić przy sobie? Ano np. od czasu do czasu pofarbować włosy, albo zrobić paznokcie. Co wtedy? Szukam wolnego popołudnia u taty, albo u babci Blanki, celuję w godziny między karmieniami i działam. Sama, albo u specjalistki. I co więcej – nie mam wyrzutów sumienia…
Kontynuując wyliczanie mojego mamowego egoizmu, maluję usta w mocnym kolorze, noszę rozpuszczone włosy i kolczyki – koła. Tak samo, jak robiłam przed narodzinami córeczki. Usta maluję matową szminką, by nie łatwo było ją rozmazać, a włosy i kolczyki to już dla Blanki chleb powszedni, bo miałam je na sobie nawet na sali poporodowej. Wierzę, że dziecko można sobie przyzwyczaić do tego, że mama jest człowiekiem i kobietą i że też jej się od życia coś należy. Jak rozpuszczamy włosy raz na miesiąc to nie dziwmy się, że dziecko za nie ciąga, bo to coś nowego dla brzdąca, czyli fajnego. Tak samo z kolczykami. Albo u mnie, z okularami. Na co dzień noszę soczewki, więc jak założę okulary to mała zaraz mi je „wypaluszy”. Chociaż już coraz lepiej rozumie, że NIE WOLNO.
I nie, nie jestem cyborgiem. W obcasach nie chodzę, bo nie są ani trochę praktyczne, ale też nie śmigam w butach do joggingu, bo źle bym się w nich czuła. I nie zamierzam nikogo do niczego przekonywać, ani za nic ganić. Każdy robi, tak jak mu wygodnie i jak się czuje najlepiej. Ktoś mógłby powiedzieć – za dużo ma czasu baba. Ale i z brakiem czasu da się żyć. Moja mamuśka, a Blanki babcia mimo pracowania i konieczności wcześniejszego odwiezienie mnie do przedszkola (tramwajem!), zawsze była zrobiona miód malina, a ja miałam nawet wzorki na rajstopkach dopasowane do koloru gumeczki na włosach. Bo chciała, bo lubiła. Inne spały dłużej, albo wcześniej się kładły, bo akurat one wolały sobie pospać. Każdy robi jak uważa, ale wymigiwanie się dziećmi, to nieładnie… Jak chodzę w powyciąganym dresie, rozczochrana i w kiepskim nastroju, to dlatego, że mi się nie chce, pogoda nie ta, może chandra na jesień, a nie, że dziecko…Zawsze mi się to zdarzało i Blanka nic tu nie zmieniła. Bo na studiach było dużo nauki, bo w pracy przesrane i powroty męczące, bo urządzanie mieszkania… i tak dalej. Macierzyństwo nic nie zmienia w naszej kobiecości samo z siebie. A nawet jeśli to z naszej wewnętrznej potrzeby i podjętej decyzji… Czasami rzeczywiście coś zajmuje mi więcej czasu bo jestem mama malutkiego dziecka i wtedy z czegoś innego rezygnuję, bo mi się już nie chce, ale jakbym się uparła, to dałabym radę.
Ja udawać uciemiężonej nie zamierzam. A nawet jak się czasami tak czuję to staram się to sobie wybić z głowy, żeby się nie zakodowało. I jak ktoś mnie pyta, a zdarza się, „Jak to jest możliwe, że pani taka wesoła, pozytywna, wypoczęta i odstrzelona a dzieckiem się zajmuje…? A dziecko też uśmiechnięte i takie ślicznie ubrane i w ogóle nie wybrudzone. Chyba takie super grzeczne jest…”, to ja odpowiadam „Bo ja proszę pani leżę i pachę, a dziecko to się samo wychowuje…”. No tak, bo to głupie pytanie jest. Dla chcącego nic trudnego. Dziecko to też człowiek i da się z nim żyć tak jak kto lubi. Na szczęście znam też matki, które myślą podobnie. Nadal wierzę w ludzi!

