Do kiedy wypada być dzieckiem? Jaka jest ta granica? To 12 lat, jak kończy się podstawówkę, a może w ogóle 6-7, jak się do niej idzie…
Byłam ostatnio świadkiem niby zwyczajnej sytuacji. Stałam w kolejce w Biedrze, za mną rodzinka – matka, ojciec i dwie córki. Na moje oko jedna 10, a druga 6-7 lat. Jak to w dyskoncie, zawsze na środku stoi mnóstwo produktów gospodarstwa domowego, książek, zabawek. Niby oszczędzasz, ale jakaś pierdoła zawsze skusi. Rzeczone dziewczynki, jak usłyszałam, mogły sobie wybrać coś dodatkowego, dla siebie. Młodsza wzięła ze „straganu” jakiegoś małego pieska w koszyku. Starsza wybrała książkę. Stałam w tej kolejce bokiem do nich, bo jeszcze wypakowywałam swoje zakupy. I widziałam kątem oka, który ponoć nie istnieje ;), że starsza dziewczynka patrzy tęsknym wzrokiem na tego pieska młodszej siostry. Widziałam na jej twarzy ewidentne bicie się z myślami. W końcu nieśmiało zapytała rodziców. „A może ja też bym wzięła sobie takiego zamiast książki?” Na co odpowiedział ojciec z okropną szyderą w głosie – „Żartujesz, po co ci to, przecież jesteś już duża!”. Dziewczynka odwróciła się od rodzinki w moją stronę. Na jej twarzy malował się smutek, spuściła głowę, miałam wrażenie, że aż ściska ją w gardle i usiłuje się nie popłakać. O mały włos nie złapałam za mrożonkę leżącą na ladzie, by pierdyknąć tegoż ojca prosto w łeb. Ale się opamiętałam. Ściągnęłam jednak jego wzrok i zmierzyłam go z pogardą. Nie wzbudziło to jednak u niego żadnej refleksji…


Pamiętam moją pierwszą Gwiazdkę bez zabawkowego prezentu. Miałam 12 lat, to była ostatnia klasa podstawówki. Zawsze dostawałam kilka pudełek z prezentami. Rozpakowuję… W jednym perfumy, w drugim modne wtedy u nastolatek naszyjniki z kolorowych, drewnianych korali, w trzecim błyszczyk z przepięknym brokatem… Wszystkie te prezenty bardzo mnie cieszyły. Ale wszystkie były „dorosłe”. Ani Lego, ani gry żadnej… Do tej pory rodzice zmniejszali mi ilość zabawek, na rzecz gadżetów dla „panienki”. A teraz już nic… Nie jestem już dzieckiem? Mama, bo to ona zawsze była decydentem w tych sprawach, prawie się wstrzeliła w mój wewnętrzny koniec typowego dzieciństwa, bo za kilka miesięcy sama z siebie rzeczywiście przestałam się bawić… Ale mimo to przez chwilę było mi smutno.
Wcześniejszy okres był poprzedzony zabawnym mieszaniem dorosłości z dzieciństwem. Niby zdarzały się już szkolne miłostki, interesowanie dorosłymi tematami, zaczytywanie romansidłami dla nastolatek (wszystkie pozycje od Małgorzaty Musierowicz miałam przeczytane po kilka razy). Ale raz na jakiś czas jeszcze się klocki wyciągnęło, z koleżanką lalkami się pobawiło oczywiście w zabawę dla bardziej „wtajemniczonych” o tematyce rodem z telenoweli, gdzie Ken nie mógł się zdecydować czy chce być w związku z jedną Barbie, czy z drugą… Ach, jak się miło to wspomina!
Myślę, że takie przeplatanie się świata nastoletniego z tym dziecięcym jest naturalnym sposobem na wkraczanie w „dorosłość”. Obserwując nastolatków z mojej rodziny widzę, że dzieci właśnie tego potrzebują. O, chociażby taki przykład. Szwagierka poinformowała syna, który miał wtedy z 8 lat, że Mikołaj nie istnieje. Bo nie chciała, żeby dzieci, a umówimy się grupa rówieśnicza jest czasem okrutna, zrobiły z niego „lamusa”. Wolała powiedzieć mu sama, żeby nie było, że go oszukiwała, że go naraziła na śmiech kolegów. Rozumiałam to w pełni i przyklasnęłam temu pomysłowi. Ale wiecie co? Chłopiec wyparł tą rozmowę, bo chyba dalej chciał wierzyć. I jeszcze ze dwie Gwiazdki była mowa o Mikołaju, a później temat naturalnie się rozmył, gdy zaczął dorastać. I choć ma już teraz 12 lat i zdarza mu się opowiadać sprośne kawały zasłyszane w szkole, jakby był już dorosłym facetem, to nadal bawi się klockami, a mimo, że najbardziej „jara się” graniem w FIFĘ, to w jego pokoju nadal stoi pudło z żołnierzykami, samochodami, które jest w użyciu… A z moja Blanką bawi się Duplo z takim zapałem, że ewidentnie ma w sobie jeszcze sporo małego chłopca. I nikt mu nie mówi, że już jest duży, że nie wypada. Dziecko samo o tym zdecyduje. Samo to czuje, a my jako dorośli powinniśmy tylko pomóc w płynny sposób przejść w bardziej „dorosłe” życie.



Wychowywanie takiego „dorosłego dziecka” jest jeszcze daleko przede mną. Wiem, że to będzie ogromne wyzwanie, przy którym dzisiejszy przedwczesny bunt dwulatka to mały pikuś… W tym czasie ukształtuje się Blanki charakter, a i mój pewnie ulegnie jakimś tam zmianom… Ale jeśli w przyszłości będę mojej córce skracać dzieciństwo, z wygody, czy jakichkolwiek innych powodów, które nie będę płynęły od niej, to niech mnie ktoś walnie czymś ciężkim. Proszę!
Nie zamierzam robić z niej małej dziewczynki na siłę. Mam nadzieję, że tak jak było w mojej relacji z mamą, będziemy poruszać z Blanką różne tematy, nie będzie pytań, na które nie odpowiem, że będę jej drogowskazem i tłumaczem dorosłego świata. Że uda mi się kształtować ją jako nastolatkę, wspierać zmiany, jakie w niej będą zachodziły. Ale nigdy, przenigdy nie chcę na siłę odbierać jej tej beztroski zabawy. Niech sama o tym zdecyduje. Ja mam być od tego by czuwać i wspierać…



Jak ma nie pojawiać się konflikt między rodzicami, a dorastającymi dziećmi, jeśli taka dziewczynka, czy chłopiec nie może być już ani trochę dzieckiem, a nie ma jeszcze żadnych dorosłych przywilejów? Wcale nie dziwię się 13, 14-latkom palącym papierosy, klnącym i zafascynowanym wszystkimi zakazanymi owocami, którym rodzice w wieku 10 lat mówili „Przestań, nie wypada ci już, nie jesteś już dzieckiem”. Skoro szybko zakończyło się dzieciństwo, to naturalne, że w pewnym momencie ciągnie do dorosłości. Dużo szybciej niż chcieliby tego rodzice.
Wygodniej jest w domu mieć „małego dorosłego”, co ma już masę obowiązków, ale jeszcze masę zakazów mu się narzuca. Tylko czy my chcielibyśmy, żeby coś nam nagle, bez pytania zabrano, a nic nie dano w zamian? Ja bym nie chciała. I wiesz, jak nazwałabym osobę, która tak by mnie potraktowała? Wrogiem! Nie chcę być wrogiem dla mojego dziecka. Ty na pewno też nie chcesz!
A jakie jest Wasze zdanie w tym temacie? Jestem bardzo ciekawa opinii mam starszych dzieci. 😉 Opowiadajcie, jak jest u Was…
Jeśli spodobał się Wam ten post, pewnie chętnie przeczytacie też: