Doceniamy francuską modę, styl życia, kuchnię… Czemu by nie kochać się tak jak robią to Francuzi?
Nie, nie będę sugerować Wam wyszukanego seksu w krzakach, jak mogłoby wskazywać zdjęcie główne i tytuł tego posta. 😀 Mam nadzieję, że nikogo nie rozczarowałam, ale ci, co tu bywają częściej już chyba wiedzą, że aż tak pikantnie to u mnie nie jest… 😉 Zbliżają się Walentynki i choć nie za bardzo lubię to święto, bo dawno wyrosłam z poczty walentynkowej w szkole, a mój związek, po prawie 7 latach jest już na tyle dojrzały, że nie potrzebuję kubka z wyznaniem miłosnym, ani poduszki w kształcie serca. Tak, żeby było trochę prywaty – kochany mężu, nawet złoto i diamenty możesz zachować na ważniejsze okazje. 😀 Ale Walentynki już drugi rok z rzędu przynoszą mi tęgą rozkminkę. Co tu zrobić, żeby być szczęśliwą parą, kochającym się małżeństwem, u którego nawet, od czasu do czasu, świdrują wciąż motyle w brzuchach, będąc jednocześnie młodymi rodzicami?
I tu z pomocą mi przychodzi poradnik… Choć do poradników podchodzę jeszcze bardziej sceptycznie niż do Walentynek. Ale ten jeden (a właściwie dwa) pokochałam! To „W Paryżu dzieci nie grymaszą” i „Dziecko dzień po dniu. 100 złotych zasad francuskiego wychowania”. Autorka, Pamela Druckerman porusza też szeroko temat kobiecości, seksualności matek i tego, że najlepsza dla dziecka rodzina, to taka którą tworzy szczęśliwa kochająca się para. No więc jak wygląda ta miłość po francusku?
Miłość po francusku – jak to się robi będąc rodzicami?
Nadal go kochaj i się z nim kochaj!
Matka po narodzinach dziecka jest kompletnie zafiksowana na miłość do malucha. Ale nie powinna zapominać skąd ta miłość się wzięła… Że kochała wcześniej przede wszystkim swojego partnera i… się z nim kochała! Francuzi bardzo podkreślają, że szczęśliwy związek ma dobry seks! I choć uznają tak zwaną fazę fusionnelle, czyli mniej więcej pierwszych sto dni życia dziecka, które są poświęcone głownie jemu, to po upływie około 3 miesięcy, życie pary powinno powrócić do normy. Owszem, uznaje się tam za nieuchronny fakt, że związek się zmienia, po przyjściu na świat dziecka, ale seks powinien być tą sferą, która Was łączy i scala. Jak pisze autorka, Francuzi słyną z przeświadczenia, że wszyscy zdrowi ludzie, starzy, brzydcy, nawet młodzi rodzice, mają popęd seksualny. A jak po upływie pół roku, Wasze libido nie wraca do normy, czas coś z tym zrobić… Być może nawet udać się do specjalisty.
Pamiętaj, że związek może się rozpaść…
Co z tego, że jesteście małżeństwem… Pewnie macie wspólny kredyt, a teraz też dziecko. Wydawałoby się, trudno się z tego wyplątać, więc nie zawsze trzeba się starać. Nic bardziej mylnego. Wystarczy odrobina nieuwagi, by żyć razem, a jednak osobno, nieszczęśliwie. Albo by związek się całkiem rozpadł, a dzieci były tylko łącznikami dwojga kiedyś kochających się ludzi, teraz spotykających się tylko co drugi weekend, gdy on bierze dzieci do siebie. Francuzi mówią głośno o le baby – clash, czyli rozpadzie związku w pierwszych dwóch latach od narodzin dziecka. Rada autorki podpatrzona w Paryżu? Szczere rozmowy i znowu, powrót do życia intymnego. Nie wiem, jak Wy, ale ja to kupuję. Proste i przyjemne sposoby przynoszą najlepsze efekty!
Równy podział obowiązków jest nierealny, warto to zaakceptować, by mieć szczęśliwy związek
Uwielbiam Francuzki, bo one są w tak uroczy sposób wyrachowane i tak perfekcyjnie rozkminiają męską psychikę. Tu znowu wszystko sprowadza się do seksu! Cytuję autorkę – „Paradoksalnie, gdy mniej się gniewasz, możesz mieć więcej ochoty na seks, a on w efekcie może zechcieć robić więcej w domu.”. Proste, ale jakże prawdziwe, bo my polskie partnerki okropnie komplikujemy życie w związku. A na faceta jest tak prosty sposób. Gdy mniej się frustrujesz i nie wyliczasz, kto ile w danym dniu zmienił pieluch, a w zamian za to jesteś miłą kobietką, dla której po prostu chce się starać, więcej zyskasz. Zamiast więc robić z siebie domowego potwora, poćwicz słodkie minki w stylu Brigitte Bardot! To może się wydawać proste i puste, ale im się to podoba. To czemu nie? Dla Waszego szczęścia i osiągnięcia Twojego celu – wyniesienia przez niego śmieci, czy posprzątania po obiedzie, każdy sposób jest dobry! A ten jest nie tylko skuteczniejszy, ale i zdecydowanie przyjemniejszy od darcia się, czy obrażania.
Faceci są z innej planety, pokochaj to
Pamiętam zajęcia z „Komunikacji społecznej” na studiach i profesora, które je prowadził. Uznawałam go wtedy za szowinistę. Dziś po czasie patrzę na to inaczej, widzę, że chłopina po prostu swoje przeżył i oprócz naukowych teorii, życie znał. Przypomniałam sobie ostatnio, jak robiliśmy test na płeć mózgu – przygotowany przez badaczy, a nie taki z Cosmo, czy jakiegoś innego Glamour. 😀 Zrobiłam go też w domu z moim, wtedy jeszcze, narzeczonym. Wyszło, że ja mam skrajnie kobiecy mózg, on skrajnie męski. Wydawałoby się – dogadać się nie da rady. Jakoś się dało, bo obydwoje pokochaliśmy tą wzajemną inność. I choć w tamtych czasach, po przeczytaniu tego punktu z listy rad małżeńskich Francuzek, popukałabym się w czoło, to doświadczenia zmieniły moje podejście. Dużo z mężem rozmawiamy i po np. obgadywaniu sprzeczek znajomych widać, jak bardzo męskie i żeńskie pojmowanie świata się różni. Maż „słyszy” z takiej kłótni co innego, a ja co innego, pewne rzeczy zwyczajnie do nas nie docierają, bo jako mężczyzna i kobieta mamy zupełnie inne zdolności komunikacyjne, inne poczucie empatii itp. Po takim przegadaniu sprawy wychodzą śmieszne, ale budujące wnioski. Rozmowa jest więc w związku kluczowa. No i zrozumienie partnera, mimo inności. Pamela Duckerman pisze „(…) traktuj mężczyzn, tak jak czyni to wiele Francuzek: jako uroczo niezaradne stworzenia, w większości przypadków z natury niezdolne do pilnowania grafiku szczepień swoich dzieci. To normalne, że wracają ze sklepu z niewłaściwymi płatkami, albo z truskawkami, które wyglądają, jak obite młotkiem. Tacy już są mężczyźni!”. Jakkolwiek to by się wydawało stereotypowe, warto rozważyć tą kwestię. Tutaj działają też zwyczajnie hormony. Więcej o nich napisałam już tutaj – On, ona, dziecko i świat do góry nogami…
Dobry bajer nie jest zły!
Kwestia, która dotyczy głównie mężczyzn. Francuzi zdają sobie sprawę ze swoich niedociągnięć i starają się by ich partnerki czuły się, jak najbardziej docenione. Interesują się, a przynajmniej udają, tym co robiły przez cały dzień, doceniają wielozadaniowość, której trudno im sprostać. Mało który Francuz jest na tyle nierozważny, by zapytać żonę, która „siedzi” w domu z dziećmi „To co ty robiłaś cały dzień? (pranie nie zrobione, obiad też)”. Delikatność i wyrozumiałość działa przecież w obydwie strony. A odrobina flirtu jest w stanie zniwelować napięcie w związku, którego u par mających dzieci, z natury jest sporo.
Co sądzicie o tak nieskomplikowanych metodach na szczęście w związku? Ja to kupuję! 😉
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
A weź matko odpuść!
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na wszystkie zawsze odpowiadam. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

