Nadszedł ten czas w roku, którego nie lubię najbardziej. A odkąd jestem mamą nienawidzę go jeszcze mocniej!
No bo wyjdź tu matko z dzieciakiem ma spacer… Krajobraz poroztopowy i to jeszcze w trakcie karnawału… Nie wiem, jak jest u Was, ale na moich przedmieściach pod stolyco jest masakra! Wysyp psich kup do niedawna skrzętnie ukrytych pod śniegiem. Butelki po alpagach… Pety zostawione przez radośnie powracających nocami z imprez. Wszystkiego tego nie było widać, bo było przykryte pod uroczą warstwą białego puchu. A ten zniknął w oka mgnieniu. I nic, że zima bez śniegu jest jakaś taka nie tego. Trudno! Nie byłoby aż tak źle, gdyby nie to, że te roztopy jak co roku pokazały chamstwo i bezmyślność, którą zimą tak łatwo się ukrywa. Zimą jakoś tak łatwo być prostakiem, bo ślady „zbrodni” świetnie się ukrywa. Wiosną, latem to co innego, bo może za chwilę ktoś przyuważyć. Och! Pytam się, co jest z tymi ludźmi nie tak…???
Nigdy to tak mnie nie irytowało, bo do tej pory była to tylko kwestia poczucia estetyki i pewnie trochę też ekologicznej świadomości. Teraz, jak jestem mamą, spacer po roztopach to prawdziwa mordęga. No bo weź tu wytłumacz małej istocie z przedwczesnym buntem dwulatka, że psia kupa na środku chodnika to nie jest fajna zabawka, pusta małpka po „żołądkowej” nie nadaje się do udawania, że gotuje, a pet to nie cukierek i nie ładuje się go do buzi… Ciężka sprawa!
Pomijając już fakt, że w śniegu, w kombinezoniku to malec może się beztrosko tarzać po ziemi bez późniejszej konieczności kilkugodzinnego prania. I jak tu wytłumaczyć, że w błocie to już lepiej tak się nie bawić? Pralka przegrzana, matka zirytowana, dziecko niepocieszone… Ojoj! Zimo wróć, albo wiosno przyjdź.
Więc stwierdzam, że to teraz nie czasy na strojenie malucha. Najgorszy domowy dresior, stara kapota i jazda na spacer. 😀 Wiem to po tym spacerku, który uwieczniłam na zdjęciach, kiedy to o mały włos nie rozwaliłam aparatu ratując moje ukochane dziecko przed kąpielą w błotnej kałuży, z butelką po napoju wysokoprocentowym w jednej ręce i z petem w drugiej.
No ale ubrana była słodko co? Oprócz czapy, którą już pewnie znacie, całość to wyprzedażowe łupy. Moja słodka owieczka…
czapka, szal, kurtka i botki – Zara
jeansy – Mango
Jeśli spodobał się Wam ten post, pewnie chętnie przeczytacie też:
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na wszystkie zawsze odpowiadam. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!







