To nieuchronne. Każdy się starzeje. O kolejny rok, zestarzałam się i ja. 😀 Urodzinowo, przygotowałam dla Was wpis. Jest kilka śmiesznych faktów o mnie. Są też pewne zwykłe kwestie, o które np. często pytacie mnie na privie.
A do tego są moje fotki w… piżamie. 😀
Mam 28 lat
Wskazuje na to tytuł, ale tak dla ścisłości to podkreślę. Właśnie stuknęło mi 28. Często o to pytacie w rozmowach ze mną na privie. Tak nieśmiało, po dłuższej rozmowie, pada to pytanie. Nie dziwi mnie, bo w realu też jestem różnie oceniana. Jak raz od wielkiego dzwonu wyskoczę w trampkach i kucyku na głowie, z lekkim makijażem, to bywam nawet traktowana niepoważnie. A jak się wyfiokuję, to oceniana jestem czasem na kilka ładnych lat starszą niż jestem. Dziś nawet już złożono mi życzenia na 30-tkę. 😀 Różnie to bywa. Nie mam do nikogo żalu, ani za jedną, ani za drugą ocenę, bo lubię obydwie wersje siebie. A w sumie to na korzyść, że mogę być, jak kameleon. 😀
Mam 170 cm wzrostu
Też o to często pytacie. Na zdjęciach wyglądam podobno na niższą. No w sumie to podobno jestem niższa. O 1 cm. Jak mnie ostatnio mierzono w szkole, tych 10 lat temu, to miałam 169 cm. Ale wierzę, że z dumy po urodzeniu Blanki podrosłam co najmniej o ten 1 cm, więc mam 1,70 m. 😀 Wyprzedzając kolejne pytanie, którego już w ogóle wstydzicie się pewnie zadać. Noszę rozmiar 42.
Ale ten, co jest bliżej XL niż L. 😀 W sumie nie dziwię się takim pytaniom. Internet przekłamuje. Autoprezentacja czasem robi swoje i można potem czuć się oszukanym. 😀 Po ostatniej wizycie na Blog Conference Poznań sama byłam zszokowana, że niektórzy znani mi wirtualnie ludzie, w necie „wyglądają” jakby byli o 30 kg lżejsi, albo o jakieś 20 cm wyżsi. 😀

Nie lubię rzuć gum, chociaż czasem wygląda, jakbym to robiła…
Bo ja mam głupi nawyk gryzienia… języka. 😀 Gdy intensywnie nad czymś myślę, albo jak się denerwuję… To genetyczne, po mamie i dziadku. 😀 Pracowałam nad wyzbyciem się go wiele lat. Najpierw w szkole ciągle mi zarzucano „Natalka, wyrzuć tą gumę do kosza.”. To szłam i „wyrzucałam”, żeby sobie nie robić przypału w klasie. 😀 Potem koleżanka na studiach pomagała mi się odzwyczaić. Ciągle wołała „Kur** ma*, Natalka, nie żryj tego jęzora!!!”. I tak za każdym razem, jak mnie przyłapała. Odzwyczaiłam się, ale nawyk powrócił po wielu latach. Nie mogę zabić stresów, czy zwykłych, codziennych, lekkich „wkurwów” w ten sposób co zazwyczaj… Bo Blanka poszła do przedszkola. 😀


No właśnie! A ja klnę jak szewc.
A właściwie klęłam. Co dziwne, zawsze pobudzałam tym klnięciem śmiech otoczenia, bo podobno bluzgi nie pasują do mojej aparycji. 😀 No cóż, podobno nawet Beata Tyszkiewicz lubi czasem rzucić mięsem. Aktualnie, poziom bluzgów spadł u mnie o jakieś 80%, po tym, jak na kilka dni przed pierwszą, zaplanowaną wizytą w przedszkolu usłyszałam od Blani „kuła łać” (wiadomo o co chodziło), gdy nie udało jej się złapać piłki podczas gry. Pomyślałam sobie „hola, hola, matka wyjdziesz na patola”. 😀 I zaczęłam zamieniać wszystko na jakieś „kurczątka” i inne takie. 😀 Żenujące… 😀 Dziwnie mi z tym. Ale czego się nie robi z miłości do dziecka.

I na domiar złego z tą patologią, to… Nie popijam wódki!
Niejednemu koledze mojego męża już z tym zaimponowałam. Nie popijam, no… Haha, gorzki lek najlepiej leczy! 😀 Tak sobie tłumaczę, bo podobno jak komuś wódka smakuje, to już nie jest dobry znak. 😀 Mi może nie smakuje, ale nie przeszkadza jakoś bardzo. Mogę się poświęcić, zamiast puchnąć dodatkowo następnego dnia od słodkich soków i zdobyć jeszcze dodatkową porcję kalorii, które wchłonięte w mój organizm chyba się namnażają. 😀
Mam „lęki”… 😀
No, jak już robię z siebie dziwoląga, to polećmy po bandzie. Mam lęki. I to takie śmieszne, czasem całkiem irracjonalne. O np. jak mnie już Blania doprowadza do takiego stanu, że mam ochotę wystrzelić się w kosmos, to zagryzam zęby. I wtedy zawsze, ale to zawsze się boję, że w końcu mi się pokruszą. Już widzę siebie bez tych zębów, jakbym okropnie wyglądała. A potem zawsze idę oglądać w lusterku, czy aby ze szkliwem wszystko jest jednak ok. 😀 Jeszcze śmieszniejszy mój lęk, to lęk przed przyłapaniem na kradzieży w sklepie. 😀 Nie żebym była jakąś kleptomanką, ale… Zawsze boję się przechodząc przez bramki, że zapiszczy. Mam jakieś wizje przed oczami, a to że mi Blania coś do wózka wsadziła i się nie zorientowałam, albo, że coś się do mnie przyczepiło i będzie, że zapierniczyłam ze sklepu. Stresy… Oj te stresy. 😀 No właśnie, a propos wizji, to…

Miewam sny prorocze.
Nie jakoś często. Kilka razy w roku. Ale są to takie sny, których nie da się zapomnieć. Które nastrajają na dłuższy czas. Niestety częściej zwiastują te złe rzeczy, niż te dobre. Najczęściej są wyrwane z super sielskiej atmosfery w realu, psują mi nastrój, a później okazuje się, że coś nagłego tą świetną aurę rzeczywiście burzy. Mam to po mamie, jak większość moich „dziwactw”. Gdybyśmy urodziły się w dawnych czasach, to pewnie spaliliby nas na stosie. 😀 Te sny nie zawsze dotyczą nas, czy bliskich nam osób. Mamie kiedyś śniło się, że była na kawie z księżną Dianą i widziała, że miała ona dłonie pokryte trądem. Po kilku dniach, Diana zginęła w wypadku. Ale, żeby nie było zbyt poważnie… Te sny mają też zabawne aspekty. Np. mam pewien sen, który śni mi się zawsze przed dużą kłótnią z mężem. I jakkolwiek bym się nie starała, by tą powtarzalność odwrócić, jakbym nie próbowała zachować między nami dobre wibracje, bajery, rowery, przymykanie oka na różne rzeczy, to cholera no, zawsze coś tak pieprznie, że się mało co nie pozabijamy. 😀


Kicham na kilka razy
Jak ja się rozkicham, to ludzie dookoła mnie sikają po nogach. To dziwne, ale nie umiem inaczej. Mam to po mamie i dziadku, jak te gryzienie języka. Zazwyczaj kicham 5, albo 7 razy. Dziwna zależność. A brzmi to tak dziwnie, że nawet mój mąż na jednej z pierwszych randek zapytał ze zdziwieniem na twarzy „Ty kaszlesz, czy kichasz”? 😀 😀 😀 No, więc jak zobaczycie mnie kiedyś trzęsącą się na ulicy i wydającą specyficzny dźwięk 5 albo 7 razy, to z pewnością kicham. 

A teraz czas na opis mojej piżamowej stylówki:
sukienka i t-shirt – H&M
torebka – Zara
trampki – Stradivarius
![]()
A jakby komuś było mało, to zapraszam do przeczytania tego wpisu z zeszłego roku – KLIK Znamy się już rok, czas się do czegoś przyznać…

