Podobno, żeby przykuć uwagę w internecie, nie ociekając przy tym erotyzmem, trzeba pokazywać zdjęcia dzieci, albo psów. A najlepiej uroczych bobasów i słodkich psiaków jednocześnie. No bo kto nie zachwyci się pulchniutką dzidzią i zabawnym psiakiem…?
Mamy konto na Instagramie, żadna nowość. Zawsze byłam sceptykiem tej społecznościówki, ale mając bloga o charakterze parentingowym, wypada też być instamamą. 😀 No i wsiąknęłam całkiem. Każdy ma w sobie cząstkę podglądacza, a Instagram zasyca tą potrzebę w zupełności. Oglądam te zdjęcia i czasami oczom nie wierzę. Wiadomo, że jak już się ma to konto, to wypadałoby mieć obserwatorów. Ja nie jestem tutaj wzorem, nie jestem instagramową wymiataczką… 😀 Ale rozumiem, że im ma się więcej obserwatorów i popularniejszy profil, tym więcej się chce. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, jasna sprawa. Zwłaszcza, że są mamy, które na instagramowym profilu zwyczajnie zarabiają. No więc pojawiają się na nim zdjęcia, które nie wyglądają jak fotki z rodzinnego albumu, tylko specjalnie przygotowane, piękne aranżacje, które mają zachwycić i przykuć wzrok. Są zdjęcia z jedzeniem i porozrzucanymi płatkami róż (naprawdę tak jecie?), są zdjęcia noworodków śpiących w łóżeczkach zawalonych pięknymi pluszakami i modnymi tiulowymi pomponami, czy lampkami z cotton balls (czy tylko moje dziecko spało w pustym (czytaj – bezpiecznym) łóżeczku?). Wtedy przy fotce pojawia się dużo więcej serduszek, a użytkownicy Instagrama dużo chętniej klikają też przycisk „obserwuj”. I tu sprawdza się zasada wspomniana na samym początku – oprócz zgrabnych „dupeczek”, bardzo dużo ochów i achów wzbudzają zdjęcia z dziećmi i zdjęcia z pieskami. Nie zrozumcie mnie źle. Też się nimi zachwycam, bo bywają po prostu słodkie. Ale do pewnego momentu. Bo jak widzę pieska leżącego w łóżku niemowlaka, to aż mnie skręca. Albo o zgrozo podjadającego dzidzi pokrojone parówki z talerzyka. To już mnie nie śmieszy, ani nie rozczula…
Od razu przypomina mi się moje dzieciństwo. Miałam może z 7 lat i leżałam w szpitalu po operacji wycięcia wyrostka robaczkowego. W sali obok była 5-letnia dziewczynka z zabandażowaną połową twarzy. Bałam się na samą myśl… Co się okazało? Ta dziewczynka kilka dni wcześniej bawiła się beztrosko w piaskownicy na posesji dziadków. Dziadkowie i rodzice siedzieli sobie obok na leżaczkach, a wokół całej rodzinki kręcił się jamnik – przyjaciel rodziny. Bardzo lubił zawsze bawić się z dziewczynką, więc i tym razem siedział głównie razem z nią, w piaskownicy. W pewnym momencie, rzucił się na dziewczynkę i ją pogryzł. Miała kilkanaście szwów na szyi i brodzie… Jamnik, który od lat był w rodzinie, pamiętał nastoletnie lata matki tej dziewczynki i znał malutką od samych narodzin…
Gdy przypomina mi się ta dziewczynka, bardzo trudno mi się rozczulić nad widokiem psa, który śpi z dzieckiem w łóżku i je mu z „michy”. Nie jestem żadnym psim ekspertem, ale chyba nie trzeba nim być, aby wiedzieć, że pies to zwierzę z natury stadne, ale w stadzie obowiązują pewne reguły. „Młode” są na najniższych szczebelkach tej drabiny. A „osobnicy”, którzy śpią na posłaniach innych, albo wyjadają im jedzenie, uznają, że udało im się zdominować danego członka stada i czują nad nim wyższość.
I nie zrozumcie mnie źle, wiem, że psy to zwierzęta bardzo inteligentne, uczuciowe, wierne i nie poddaję w wątpliwość tego, że swoje psy znacie, ani nie neguję tego, że je kochacie. My sami mamy w rodzinie psa moich rodziców, którego wszyscy uwielbiają. Powerek jeździ z nami na wakacje, ma swój własny fotel, mama gotuje mu dania dobre dla alergika, bo ma wrażliwą skórę, mówimy do niego zdrobniale, jest wyprzytulany, wygłaskany, a ja sama, jak dwa lata temu omal nie zawinął się na tamten świat modliłam się do Świętego Franciszka, patrona zwierząt, bo wiem, jaki jest ważny dla rodziców. A jednak cała rodzina czuwa nad nim, bo jego stosunek do Blanki, delikatnie ujmując, stoi pod znakiem zapytania. Były pieluchy przynoszone ze szpitala i używane ubranka do wąchania, było delikatne zapoznawanie, ale raz Blanki stópkę polizał, innym razem delikatnie dziabnął. Nic nie pomogło. Nadal ewidentnie próbuje ją zdominować, chce na nią skakać, wcale nie dla zabawy, hamuje go tylko założona obroża, bo czuje się pewnie bardziej poddany.

Wiem, że nasz pies może być zwyczajnie rozpieszczony i nie chce dać dojść do „władzy” drugiemu „pupilowy”. Może też być po prostu tym trudnym przypadkiem. I rozumiem, że Wasze psy mogą być przymilasami, uwielbiającymi dzieciaczki, ukochanymi towarzyszami. Ale nikt mi nie wmówi, że skoro tak jest teraz, to tak musi być zawsze. Oprócz dziewczynki ze szpitala, pamiętam też koleżankę z podstawówki i jej suczkę. Jak suczka była młoda, uwielbiała malutkie dzieci, choć wcześniej nie miała z takimi do czynienia, to do spotykanych dzieciaczków na spacerze, podchodziła delikatnie, ostrożnie i czule. I choć nigdy nie wydarzyło się nic, co mogłoby ją do takich brzdąców zrazić, bo nawet nie miała z nimi bezpośredniego kontaktu, to jak się zestarzała znienawidziła dzieci i wyglądała jakby chciała je zjeść… bynajmniej nie z miłości. Tolerowała tylko dzieci w wieku 7 lat plus…
Kolejny przypadek. Piesek, a uściślając suczka, naszych znajomych, malutki ratlerek. Spotykamy się regularnie i często, więc jest przyzwyczajona do Blanki. Kiedy córka była maleńka i przychodziliśmy do nich w odwiedziny, suczka czuła obowiązek pilnowania bobasa. Siedziała przy jej wózku i nie pozwalała do niej podchodzić nikomu oprócz swoich właścicieli. No dobra, rozumiem, przyjęła moje dziecko do swojego stada. 😀 Ale teraz, gdy Blanka jest większa, a nigdy nie zrobiła jej nic złego, zwyczajnie bardziej się nią interesuje, patrzy na nią z rozbawieniem i się chichra, nawet nie dotyka, to suczka zaczęła się jej bać… Bać się 16 miesięcznego dziecka. A wiadomo, co może zrobić pies, jak się boi. Teraz, gdy Blanka i Kora, bo tak się wabi, są w jednym pomieszczeniu, ja czuwam nad Blanką, a moja koleżanka zazwyczaj trzyma swoją suczkę na kolanach. Tak na wszelki wypadek. I żadna ze stron się temu nie dziwi.
Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Ja jak najbardziej rozumiem miłość do piesków. Rozumiem też, że pies może nadawać się do przebywania z maluchem, a w niektórych przypadkach może być też jego opiekunem, strzec jego bezpieczeństwa. Ale pies się zmienia, tak jak przez lata zmienia się człowiek, pies też ma hormony, które targają nim często dużo bardziej niż człowiekiem. Zmieniają się sytuacje, które psu nie zawsze muszą być na rękę. Czasami nie wiedzieć kiedy domowy słodziuch może zamienić się w oprawcę, bo coś mu odbiło. „Odbić” może też dziecku, które nie do końca przewidzieć umie reakcję psa na swoje nieskoordynowane ruchy, czy np. zabranie psu zabawki. Mam nadzieję, że każdy rodzic zastanawia się porządnie, zanim pozwoli wskoczyć pupilowi do łóżka swojego malutkiego dziecka… Oby tak było. Warto zachować czujność, uważać na psa mając na myśli dobro i bezpieczeństwo dziecka. Dbając o dziecko uważać powinniśmy też na ludzi, ale to już temat na osobny wpis…
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
To dobrze, że moje dziecko mnie denerwuje…
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na wszystkie zawsze odpowiadam. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

