Ostatnio obserwowałam mojego męża i Blankę, jak bawili się na placu zabaw i lepili bałwana. W koło inni tatusiowie z dziećmi. Jak na nich patrzyłam, to aż mnie zazdrość ściskała.
Parę miesięcy temu, dość popularne na polskich blogach parentingowych były wpisy typu „5 typów matek z którymi nie umówię się na kawę”, „6 rodzajów matek z piaskownicy, które doprowadzają mnie do szału”, „4 różne matki internetowe i czemu nie chcę być żadną z nich”. I tak dalej i dalej… Tytuły nie są dokładnym odwzorowaniem, ale wiadomo o co chodzi. Nie lubi się w takich wpisach matek ślęczących przy komórkach, co dzieci nie pilnują, ale nie lubi się też matek nadopiekuńczych, co dziecku nie dają rozwinąć skrzydeł podczas zabawy. No właśnie. Nie lubi się.
My kobiety mamy jakąś taką dziwną cechę, której mężczyźni nie posiadają, a jak nawet, to w dużo bardziej ograniczonej ilości. I z pewnością są dzięki temu szczęśliwsi. I lepiej się ze sobą wzajemnie dogadują. Chodzi mi o bezustanną potrzebę oceniania i bycia ocenianym. Na jaką cholerę, ja się pytam my to robimy? Żeby zasłużyć na podziw? A może, żeby mieć poczucie, że nawet jeśli nie jesteśmy wystarczająco dobre w jakiejś dziedzinie, to chociaż ciut lepsze od innych?


Jak baby wychodzą na plac zabaw, to zaraz jest obczajanie. O ta, to się dzisiaj nie uczesała. Nie radzi sobie. A tamta, to do piaskownicy koturny ubrała – głupia czy co? O a ta z klatki obok siedzi w tej komórce, zaraz jej dzieciak spadnie z tej zjeżdżalni. Nieodpowiedzialna. A ta co mieszka naprzeciwko to z kolei lata za tym swoim jak wariatka, nie da się pobawić, na krok nie odstępuje… Co to z tego dziecka wyrośnie? Ta z ostatniego bloku, co ma męża taksówkarza, to jak to dziecko ubrała, obślinione, zaniedbane. Fleja! Ale ta spod 5, to przesadziła w drugą stronę. W lakierki, do piaskownicy dziecko stroi?
Radość z bycia tatą – może czegoś możemy się z niej nauczyć?
Faceci, jak wyjdą na plac zabaw z dzieciakami, zamiast tego dobrze się bawią. Nie tylko ze swoimi dziećmi, ale sami między sobą też. Chociażby ostatnio ten mój mąż. Lepił z sąsiadem i dzieciakami bałwany. Taki konkurs, który większy, typowy dla facetów. Ale wiadomo, dla śmiechu. Pobiadolili sobie, jak to było przed dziećmi, a teraz to co roku Sylwester z Dwójką czy Polsatem. Pożartowali, że zamiast tych bałwanów, to by iglo ulepili i se browarka strzelili w nim. I to nie są jacyś osiedlowi kumple, ot znajomi z sąsiedztwa. Po prostu faceci tak mają. Mają ten swój luz, którego im zazdroszczę. Nie patrzą sobie po butach, czy który ma z Timberlanda, z Sorela, czy z ostatniego rzutu traperów z Biedry.
Nie krytykują się w myślach za patrzenie w komórki, tylko jak któryś zauważy pierwszy, że dzieciak innego właśnie zwisa z drabinki, to go podtrzymają sami, albo krzykną „łap dzieciaka, bo spada”. Potem jest bez satysfakcji, że któryś jest lepszy ojciec, od drugiego. Tylko piąteczkę przybiją, przyznają, że każdemu się zdarza, a takiego dzieciaka to upilnować trudno jak cholera. I w ogóle te ojcostwo to ciężkie. Ale nie no spoko jest, bez dzieciaków, to by głupio było.


Wyobrażacie sobie, żeby dwie matki, na placu zabaw gadały sobie, że już nie mogą się doczekać, jak wieczór będzie, dzieciaki się położą i strzelą sobie po kieliszeczku winka? No chyba, że to dwie psiapsiuły. Ale, tak zwyczajnie, znając się z widzenia… Żadna tak nie powie, bo przecież druga zaraz może pomyśleć, że matka nieodpowiedzialna z tej drugiej, albo, że w ogóle alkoholiczka może. 😀 Chociaż gwarantuję, że zdecydowana większość na ten spokojny wieczór i winko czeka, jak na zbawienie. Nie powiemy tego. Nie będziemy całkiem sobą, bo co ludzie powiedzą. Cierpimy na bezustanne spięcie pośladów, które uwiera bardzo mocno. I właśnie dlatego, macierzyństwo jawi się czasem, jak udręka.
Bukietowe dzisiejszych czasów
I to nie jest tak, że oni, nasi mężowie, partnerzy, są tacy beztroscy, a my to opiekujemy się całą rodziną. To nie jest tak, że my zmęczone, niewyspane, a oni mają siłę na żarty. Bo i takie rzeczy czytywałam po internetach. Serio? Bo mój mąż jak wychodzi do pracy, to ja jeszcze śpię z Blanią ze dwie godziny i odsypiam jakieś nocne jej stęki, czy złe sny. I wiem, że masa matek, które znam, też ma taki harmonogram dnia. My się użeramy pół dnia z „szefem”, który ząbkuje, albo ma bunt dwulatka, a oni często mają szefa z kryzysem wieku średniego, albo problemami z kuśką. I też jest wkurzający.


Czemu my nie potrafimy znajdować ukojenia, jakiejś odskoczni, właśnie w drugiej, żyjącej podobnie osobie – innej matce. Czemu nie mamy takich spontanicznych pogaduszek, jak faceci? Czemu podchodzimy do siebie, jak do jeża? Porównujemy, oceniamy… A nawet jak dobre dusze się wśród nas trafią, to drżą podświadomie, przed oceną innych. Mam czasami wrażenie, że po zostaniu matkami, w grupie zaczynamy funkcjonować, bardziej lub mniej, ale jak takie Bukietowe z serialu „Co ludzie powiedzą?”. A przynajmniej zbliżamy się do takiego strasznego stanu, wielkimi krokami. Chcemy takie być?
Zbliża się koniec roku. Życzę sobie i wszystkim innym matkom, byśmy upodobniły się trochę do facetów. No tylko, oby nie z wyglądu. Tutaj raczej zostańmy podobne do siebie. 😀 Ale z podejścia do rodzicielstwa, to wyszłoby nam czasem na zdrowie. I psychiczne i fizyczne.

Blanka:
kurtka, spodenki – Zara
czapka, komin – Pepco
buty – Fila
![]()
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
Cycki i chusty nie zrobią z nas dobrych matek
No nie przesadzajmy! Macierzyństwo to nie droga do wniebowstąpienia…
Nasze córki będą wybierać mężów wśród wykształconych chamów!
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

